Zaznacz stronę

Jezus został wyprowadzony na pustynię zaraz po chrzcie, podczas którego Ojciec publicznie ogłosił, że ten człowiek, który stoi przed ludźmi tam obecnymi, jest Jego Synem. Wydawać by się mogło, że po takiej akcji reklamowej, najlepiej wyruszyć od razu do misji. Tymczasem On idzie na pustynię. By być samemu i pościć.

Prawdziwa pustynia to walka. Gorąco w dzień, zimno w nocy, brak wygód i wszędzie panujący żywioł. Pobyt na pustyni nie należy do przyjemnych, a Jezus nie pojechał na wczasy. Doświadcza tam, tego wszystkiego, czego doświadczali inni. Strachu o życie, braku pożywienia i napoju, doświadcza osamotnienia. Nie ma tam żadnych społecznych i innych podpórek, odkrywa się kruchość.

Pan Jezus, na początek postu daje nam podpowiedź. Idź na swoją pustynię. Najpierw ją stwórz. Stwórz takie miejsce, czas, w którym nie będzie podpórek, wsparcia innych. Będziesz, tak do bólu, sam. Po co pustynia? By nabrać dystansu. Mamy całe przestrzenie, w których wydaje się nam, że bez nas się zawalą. Nie szukajmy złych rzeczy, od których mamy się uwolnić. Nie o to tu idzie, chodzi o sprawy dobre, które pochłaniają nasze dobre serce.

Każdy i każda z nas jest kuszony. To jest pokusa do tego, by Bóg przestał być przez nas kochany całym sercem i duszą. Jesteśmy kuszeni, by nie kochać siebie i innych. Na każdym poziomie. To pokusa do wszędobylskiego egoizmu. Liczę się tylko ja, moje potrzeby, moje pragnienia, marzenia. Wszystko w imię pięknego humanizmu. To pokusa by powiedzieć, że Bóg ma służyć mi i mojemu człowieczeństwu. W końcu pojawia się frustracja, bo Boga nie ma. Nie ma w takim wymyślonym świecie.

Właśnie dlatego trzeba nam stworzyć pustynię (w mieście) i na nią wyjść. By przywrócić porządek. By zobaczyć, że w imię dobra można zrobić sobie i innym piekło na ziemi. Co ważne, trzeba się na nią udać osobiście, nie wysyłać na nią całej rodziny, innych ludzi. Nie to nie ta droga. Samemu trza iść. Pustynia to miejsce, w którym męcząc się, bo cisza, samotność, brak bodźców może, odzyskujemy siły. Właśnie tam w miejscu, z pozoru nieprzyjemnym, łapiemy dystans do naszego ja, i drugiego człowieka. Po co to? Po to by wrócić i do siebie i drugiego człowieka, ale już innym.

Pobyt na pustyni wiąże się z silny atakiem złego. Każdy człowiek, który wyrusza na pustynię jest jego celem. I to jest kolejna ważna sprawa do załatwienia na pustyni. Powrót do prawdy o tym, że zły jest realny. Że to nie jest bajkowa, fikcyjna postać. Widać to także w Jezusowym pobycie na pustyni. Jezus nie tylko mierzy się ze swoimi ludzkimi słabościami, ale walczy także z kuszącym nieprzyjacielem. Zły jest tak wściekły z powodu Jezusowej walki, że zaczyna mieszać również w jego otoczeniu. W czasie pobytu na pustyni Jezusa, pojmany zostaje niewinny człowiek – Jan Chrzciciel. Człowiek Mu bardzo bliski. Może warto i o tym pamiętać, kiedy doświadczamy równie dziwnych okoliczności wokół siebie, dziwnych wydarzeń, które nie mają sensu, są nielogiczne. Pytamy o, co chodzi i nie ma odpowiedzi. Owszem diabeł nie siedzi na każdym dziwnym wydarzeniu w naszym życiu, ale jednak z nami walczy, i o nas walczy.

Pustynia, odejście, dystans, oczy otwarte nie tylko na to co fizyczne, ale także patrzące głębiej. I warto pamięć o tym, że naprawdę wszystko dobrze się skończy. Czasem wszystko może wyglądać tak beznadziejnie, jak wyglądała zatopiona ziemia, za czasów Noego. A jednak przyszedł czas Nowego Przymierza, przyszedł czas kolorowej tęczy. Znaku, że Bóg jest ze swoim człowiekiem.
To jest Słowo Pana na ten tydzień. Pierwszy tydzień wędrowania ku Wielkiej Nocy.

Bez pustyni Zmartwychwstanie będzie tylko ślicznym folklorem.

SŁOWO