Zaznacz stronę

SŁOWO

Spotkanie Jezusa z Natanaelem jest spotkaniem o pamięci. Warto pamiętać wydarzenia z przeszłości, wydarzenia ukryte przed innymi, bo w nich dochodzi do spotkania z Bogiem, nawet jeśli sami o tym nie pamiętamy.

Prawda o nas jest taka, że chorujemy na paskudną dolegliwość – tracenie pamięci. O co chodzi?

Często zdarza się nam, że zapominamy, czego doświadczyliśmy. Nie tylko w relacji do Boga, ale także do siebie samych i do innych. Zobaczcie ile mamy dobrych doświadczeń samych siebie, kiedy byliśmy z siebie zadowoleni, gdy myśleliśmy o naszym życiu i byliśmy z niego dumni. Albo ile razy doświadczyliśmy od drugiego człowieka tyle dobra, że aż się go chciało ukochać. Ilu z nas ma za sobą mocne doświadczenie Pana Boga i Jego miłości. A jednak zobaczcie, gdzieś w tak zwanej codzienności, to wszystko nam umknęło lub umyka. Sami na siebie czasem patrzeć nie możemy, pojawia się sporo niezadowolenia z siebie. Także inni często są dla nas powodem smutku, nawet ci, którzy byli w jakiś sposób przez nas ubóstwiani. W końcu czasem wydaje się, jakby sam Bóg nas zostawił, często mówimy: już Go nie czuję, już wszystko jest takie trudne i niedostępne. Dzieje się tak często, bo tracimy tożsamość, a to bierze się z naszej niepamięci. Pozwalamy sobie zapomnieć o tym, co było realnym doświadczeniem naszego życia.

To tracenie pamięci nie jest czymś z zewnątrz. To jest nasza decyzja. Często ukryta, ale nasza. Czasem to konsekwencja tego, że o coś nie dbamy. Jak choćby o relacje z ludźmi. Jak choćby o modlitwę w relacji z Bogiem. Często mówimy sobie, dzień w dzień, że jesteśmy kiepscy, w czymś niedomagamy, więc się nie dziwmy, że potem sami już tylko to widzimy.

Po to właśnie czytamy Słowo, by odświeżyć naszą pamięć, ale uwaga: to nie działa – na szczęście – jak automat. Trzeba przypominać sobie, jakie jest moje pochodzenie, kim jestem i do czego zmierzam, co jest moim celem i jak chcę go osiągnąć, i uwaga, co realnie mogę uczynić, by go osiągnąć?

W Gladiatorze jest taka dobra scena. Kiedy Maximus jest poniżony, oszukany, obdarty ze wszystkiego. Po ludzku zrezygnowany. Sam zapewne powątpiewa w to, że może być jeszcze zwycięzcą. A jednak staje się coś niebywałego. Wraca mu pamięć. Komodus pyta: kim jesteś niewolniku, powiedz jakie jest twoje imię? Maximus odpowiada: Nazywam się Maximus Decimus Meridius; dowódca wojsk północnych; generał legionów Felix; lojalny sługa prawdziwego imperatora, Marka Aureliusza; ojciec zamordowanego syna; mąż zamordowanej żony; których pomszczę w tym życiu bądź następnym.

Co z tego wynika dla nas? Ano to, co mówi Eldredge w Dzikim sercu: Musisz poznać skąd jesteś; musisz zmierzyć się z całą serią nieszczęść, które wystawią cię na próbę; musisz wyruszyć w podróż i musisz stawić czoło swojemu wrogowi (str.105).

Wstań na nowo do walki. Wstań, przypomnij sobie kim jesteś, ile znaczysz w oczach naszego Wodza. Zobacz i uwierz w to, że On widział cię pod twoim drzewem figowym, widzi cię w twoich największych sukcesach, ale i głęboko ukrywanych porażkach i słabościach. Widział cię i widzi, nie dlatego, że zbiera haki, ale chce razem z tobą PAMIĘTAĆ twoją tożsamość, by wyrywać cię z dołów.

Nie pozwólmy sobie na chorobę zaniku pamięci. Po to czytamy Słowo, by się z niej leczyć.