Zaznacz stronę

SŁOWO

Czytamy dziś o pytaniu przy okazji.

Kto nie lubi jasności i konkretów? Lubimy wiedzieć, co ludzie o nas myślą, lubimy jasne deklaracje. Szczególnie w relacjach dla nas ważnych i istotnych. Tych, których kochamy, czasem dopytujemy o ich stosunek i zdanie na nasz temat, ile razy już przecież stawialiśmy pytanie naszemu przyjacielowi, przyjaciółce, co o mnie myślisz?

Tak się składa, że Jezus też jest człowiekiem, też ma takich, których kocha i jest taki jak my. I też pyta.

Za kogo mnie uważają ludzie? Najpierw ci, z zewnątrz, nie z naszej paczki. A więc, za kogo uważają Jezusa Ci, którzy z nami – chrześcijanami, nie mają, nie chcą mieć, nic wspólnego? Staje przed Tobą i Ciebie pyta za kogo Mnie uważają Twoi kumple? Ktoś powie: a co mnie to obchodzi, to ich sprawa, wiara jest prywatną sprawą każdego z nas. Ja się ich nie pytam, oni mnie. Jest OK. To, że jestem w Kościele, to moja prywatna sprawa.

Kiedy już usłyszał, za kogo mają Go inni, pyta swoich. Ty jesteś Jego przyjacielem. Wiem, że większość z nas uważa to za tanie gadanie. Jednak z Jego strony jest inaczej. On naprawdę uważa nas za przyjaciół. I właśnie dlatego pyta. Nie dlatego, że sprawdza, kontroluje, ale dlatego, że nasze zdanie jest dla Niego bardzo ważne. Za kogo Go uważasz?

Zaraz potem dowiedzieli się po, co te pytania. Zdradził im tajemnicę swojego życia. I znów, nie mówi się swoich tajemnic tym, których się nie zna, tym którzy są mało ważni i nie istotni w naszym życiu. Dziś mówi i nam swoją tajemnicę. Jak ona brzmi? To wyjawienie, tego, co się miało wydarzyć w Jerozolimie. Jego tajemnicą jest misja. Misja krzyża, ale nie cierpienia dla cierpienia. Krzyża, bo ukochał człowieka. Chce, przez to wydarzenie pokazać jak bardzo Ojcu zależy na Tobie. Chce pokazać, że Jego gadanie o Miłości do nas, nie jest tylko gadaniem, ale jest prawdziwą miłością, za którą idzie czyn.

Nasze największe świństwa, grzechy, cała owa otchłań smutku, niepewności, niewiary, kompleksów, zdrad, to, co jest w nas, to wszystko On zabiera na krzyż. To jest zbawienie. Nie tylko jakiś raj, kiedyś tam. To się dzieje już teraz. Tylko to przyjmij.

Potem jest sprawa kolejna. Niby mówi do Piotra, swojego przyjaciela, a jednak używa mocnych słów: zejdź mi z oczu szatanie. Tak się do przyjaciół nie mówi. Nauczyliśmy się, że nie wolno tak mówić do ludzi, że ci, którzy do nas się zwracają, powinni być grzeczni i kulturalni, że nie wolno tak do nas mówić, szczególnie kiedy ktoś nas uważa za przyjaciela. A tu… klops.

Jezus jest ostry, mówi dosadnie i nie przebiera w słowach. Dlaczego? Bo Piotr zaczął myśleć jak tchórz. Dowiedział się, że mogą być kłopoty, że pójście za tym człowiekiem, który miał dać spokój wiąże się z ryzykiem. Ubiera troskę o siebie i swój tyłek w troskę o Jezusa i mówi, co mówi. Ostro.

Jezus nie jest jakąś gwiazdeczką, której wystarczy byś słuchała jej płyt i się uśmiechała. Nie jest jak kumpel, co teraz jest ok., a za chwilę ci zadek obrobi. On buduje na prawdzie. I nie boi się mówić Ci prawdy.