Zaznacz stronę

Od kilku dni media [KLIK] emocjonują się sprawą zaświadczenia, które otrzymał Pan Błażej Makarewicz od swojego proboszcza.

Najpierw co do samego zaświadczenia. Jest jasne, że uwagi proboszcza są czymś, co nie powinno mieć miejsca. Treść zastrzeżeń do Pana Błażeja powinna zostać rozstrzygnięta w rozmowie pomiędzy proboszczem, a nim samym. Oczywiście, pod warunkiem, że Pan Błażej poprosiłby o świadectwo potrzebne do zostania ojcem chrzestnym. Przy wydawaniu zaświadczenia o przyjętym sakramencie nie ma o tym mowy.

Chciałbym jednak wykorzystując ten medialny przykład, opowiedzieć trochę o sytuacjach, które zdarzają się przy okazji wizyt różnych osób w kancelarii parafialnej, a które są czasem bardzo trudne.

Jestem dopiero po roku bycia proboszczem, więc moja praktyka jest dość mała, jednak spędzam w kancelarii trochę godzin, sam osobiście obsługuję wszystkich zainteresowanych, nie mam sekretarki, rzadko proszę o zastępstwo innych księży. Taką przyjąłem opcję, bo chcę się dobrze nauczyć praktyki kancelaryjnej, ale przede wszystkim zależało mi na bezpośrednim kontakcie z ludźmi, którzy do nas przychodzą. Ten rok dał mi wiele dobrych momentów i spotkać, podczas których mogłem zaobserwować różnych ludzi, ich reakcje, i co ważne dla tego tekstu, ich sposób myślenia.

Warto na początku przypomnieć, że sakramenty w Kościele nikomu się nie należą, a co za tym idzie to Wspólnota Kościoła i jego pasterze zarządzają jak i pod jakimi warunkami sakramentów można udzielać. Po drugie warto przypomnieć, że o sakramenty się prosi, nie dlatego, że ktoś, kogoś upokarza, ale by ciągle pamiętać, że one są znakiem łaski Boga, nie naszych praw. Kolejny fundament jest taki, że sakramenty są dla ludzi wierzących, nie tylko w Boga, ale również wyznający wiarę w Kościół jako Ciało Jezusa. Bez tych założeń z sakramentów robi się kolejny towar na rynku usług.

Pana Błażej chciał zostać ojcem chrzestnym. Chrzestny (chrzestna) to osoba, która zobowiązuje się dzielić swoim realnym doświadczeniem wiary w Boga w Kościele z ochrzczonym. Dlatego Kościół stawia kandydatom na chrzestnych wymagania (16 lat, sakrament bierzmowania, praktyka życia sakramentalnego, wiara w Kościół i życie we wspólnocie – realne, nie nominalne). Oczywiście, że Kościół (w wymiarze ludzkim nie jest ideałem), jednak jeśli ktoś notorycznie ten Kościół krytykuje, nie zgadza się z jego zasadami, nie żyje sakramentami, to nie spełnia kryteriów. I takiej osobie można odmówić możliwości bycia chrzestnym. Inaczej sprawa ma się z rodzicami, których się nie wybiera. Mogą to być osoby, które nie mają ślubu kościelnego, ale chcą przekazać wiarę swoim dzieciom. Przy chrzestnych trzeba wybrać ludzi wierzących i praktykujących.

Często zdarza się, że osoby, które chcą być chrzestnymi nie wiedzą do jakiego kościoła uczęszczają na Mszę, do jakiej należą parafii, są osobami, które rzadko pojawiają się na Mszy i bardzo rzadko się spowiadają. Zdarza się także, ża po zaświadczenie (a tak naprawdę chodzi o rozmowę z księdzem) posyłają kogoś w zastępstwie. Trudno w takich sytuacjach powiedzieć cokolwiek o osobie, która ma być świadkiem wiary.

Zdarza się, że w przypadku odmowy wydania świadectwa, słyszę, że ktoś się w takim razie obraża na Kościół, na mnie (a miałem być taki otwarty – co to znaczy, bo przecież nie znaczy to tyle: łamię zasady, by być fajnym), że pójdzie gdzieś, gdzie za pieniądze dostanie papier. Zawsze pytam: czy pan/pani podpisałaby nieprawdę w swojej pracy? To zależałoby od sytuacji – słyszę. Zastanawiam się, czy kłamstwo może być furtką do świadczenia komuś o wierze, w której jednym z fundamentów jest słowo: nie będziesz składał fałszywego świadectwa

Nie, nie oceniam Pana Błażeja, bo go nie znam, chciałem tylko na przykładzie jego – medialnej – historii pokazać, że czasem nie wiemy wszystkiego o historii, która nagle wypływa w mediach.

Żeby nie było. Księża w kancelariach także naciągają i przesadzają. Jednym z takich nagminnych przykładów jest żądanie od świadków ślubu, świadectwa moralności i karteczek ze spowiedzi. Świadek ślubu to nie chrzestny rodzić. Świadek ma mieć skończone 18 lat i być świadomym tego, co się dzieje (składa podpis). Jasne, że dobrze by było, by świadkiem ślubu była osoba wierząca i praktykująca, jednak to nie może być warunek. A często się zdarza, że jest.


zdj. Błażej Makarewicz

Ps. Do sprawy Pana Błażeja odniosła się także Kuria Płocka [KLIK].