Zaznacz stronę

Na początku mojego życia zakonnego, mój magister powiedział mi, po tym jak poszedłem do niego z propozycją, by mnie zrobił szefem nowicjuszy, że w zakonie nigdy, nikim nie będę. Przez wiele lat to zdanie ciążyło nade mną jak klątwa. W lipcu zostałem przełożonym. Dziś wiem, że mój magister miał rację – spełniły się jego słowa.

Kiedy się jest szeregowym i do tego młodym zakonnikiem, to często wpada się w uniesienie i wygłasza się mowy, w których łatwo przychodzi oceniać współbraci, mówić kto do zakonu się nadaje, a kogo należy natychmiast usunąć dla dobra tegoż i Kościoła. Oczywiście stosuje się taryfę ulgową dla siebie i swoich kolegów. Też tak, przez całe lata robiłem. Do lipca.

W lipcu zostałem odpowiedzialnym za siedmiu braci. Każdy jest inny, z różnych pochodzimy pokoleń, stron i mentalności. Każdy z naszej ósemki ma swoje mocne i słabe strony. I… żadnego z nich – dziś – nie chciałbym stracić. Doświadczam tego, że bycie przełożonym nie polega na czyszczeniu zakonu z innych, ale czyszczeniu swojego serca z oceniania.

W zakonie jest tak, że każdy przełożony ma swojego przełożonego. Nie ma ludzi bez ludzi „nad sobą”. Wiecie, że ostatni tydzień był dla mnie trudny. Zdania, które napisałem wywołały falę krytyki, oburzenia i wielu bardzo złych słów wypowiedzianych na różnych forach, ale i w prywatnych wiadomościach. W wielu gremiach pojawiły się osoby, które – jak ja kiedyś – chciały by moja głowa została ścięta, wielu ludzi czekało na taką okazję.

Zadziałali moi przełożeni (zakonni i diecezjalni) przeprowadziliśmy kilka rozmów, szukaliśmy wspólnie rozwiązań, prowadziliśmy szczery dialog, biorąc pod uwagę to, by z tego, co stało się po moim pisaniu wyciągnąć jak najwięcej dobra. Doświadczyłem czegoś niesamowitego – ludzie, którzy mogli ściąć moją głowę jednym podpisem, szukali we mnie dobra, szukali możliwości obrony mnie (nie tego, co napisałem), bym mógł dalej robić dobro. Doświadczyłem na swojej skórze tego, co od lipca stało się moją codziennością – jesteś postawiony nad kimś nie po to, by być katem, ale być obrońcą.

Posłuszeństwo, którego doświadczałem w tym tygodniu sprawiło, że po raz kolejny doświadczyłem tego, jak dobry jest Bóg. Nie przez to, że nie zostałem ukarany, ale przez to, że pokazał mi istotę swojej miłości, która polega na obronie, a nie na potępianiu. Sąd nie dotyczył mnie, ale mojego działania.

Tak – jestem nikim. Być na urzędzie nie znaczy, że jest się kimś, że ma się władzę nad drugim. Być na urzędzie znaczy tyle, że czujesz wewnętrzny przymus bronić drugiego.

Ps. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy się za mnie modlili i nie bali się powiedzieć: jestem z tobą. Bardzo też przepraszam tych, którzy może w którymś momencie doświadczyli z mojej strony nerwowej reakcji.