Zaznacz stronę

1. Przebiśniegi to nadzieja. Kiedy większość roślin śpi, gdy noce ciągle są na minusie, one przedzierają się przez zamarzniętą ziemię, często przez śnieg, zeszłoroczne zgniłe liście i pozwalają zimnym wiatrom tarmosić sobą na prawo i lewo. Pokazują piękno wtedy, kiedy na ziemi widać przede wszystkim brud i zgniliznę. Wiem, że tak są stworzone. Jednak i my jesteśmy tak stworzeni, by w tym, co beznadziejne, brudne i ciągle zimne, przebijać się na powierzchnię z pięknem i nadzieją.

2. Gdy budzę się rano, pierwsze kroki kieruję w stronę łazienki. Staję przed umywalką, odkręcam zimną wodę po czym przemywam swoją, coraz starszą twarz i zaspane oczy. Ta rytualna czynność pozwala mi zobaczyć kogoś, kto chce doświadczać miłości. Pierwsza twarz, każdego poranka, którą widzę, to twarz nędzarza. Człowieka, który ciągle jest niezaspokojony. Budzi się ciało, za nim próbuje nadążyć umysł, a oboje dołączają – świadomie lub nie – do ducha, który nie śpi.

3. Po Zmartwychwstaniu Jezus spotkał między innymi Piotra. Wziął go na bok, i zapytał o miłość. Trzy razy go zapytał. Nie dlatego, żeby trzy razy Piotra upokorzyć za zdradę, ale by Piotr dobrze usłyszał swoją odpowiedź: kocham. Zapytał Go też o to, czy bardziej od innych, ja to czytam: inaczej. Znaczy to tyle, czy ma odwagę kochać Jezusa po swojemu, mieć swój styl kochania. Swój styl tęsknoty, swój styl nadziei. A w podtekście tam jest ostrzeżenie: Piotr, jeśli decydujesz się Mnie kochać, przygotuj się na samotność.

4. Kiedyś Merton napisał: Chrystus w Tobie, to nie jest to, co bezskutecznie chcesz uwielbiać, ale właśnie to, co w Tobie jest najgorsze. I Chrystus prosi, abyś przebaczył temu najgorszemu w Tobie, bo zarazem przebaczasz Jemu, który wisi rozpięty w Tobie na krzyżu człowieczeństwa. 

5. Nie potrafię już Chrystusa zostawić. Może potrafiłbym zostawić jakąś część mojego religijnego życia, ale nie Chrystusa. I to nie jest deklaracja Piotra po zobaczeniu kolejnego cudu, to jest stwierdzenie Piotra, który zderzył się z pędzącym pociągiem swojej zdrady tak mocno, że jedyne, co potrafi to odpowiadać na pytania Jezusa. Sam, z siebie już niczego nie deklaruje.

6. Tak, chcę być przez Boga zawstydzany przebiśniegiem, chcę przez Chrystusa być każdego poranka otrzeźwiany zimną wodą, nawet jeśli w ciągu dnia zapominam o mojej tęsknocie i nadziei, to chcę. Nie mogę już inaczej. Nie mogę, bo Chrystus pozwolił przybić się do krzyża, ale pozwolił i mnie – w jakiejś części – umrzeć ze Sobą. Kiedy modlił się w Ogrodzie Getsemani, i mówił: Twoja, nie Moja wola, Ojcze, to przecież nie godził się na to, żeby nakarmić jakieś sadystyczne pragnienia Ojca, ale Sam – będąc Bogiem – pozwolił na to, żeby człowiek wypróbował Boga do końca. Za takim Bogiem – wypróbowanym – nie da się nie iść.

7. Gdy kładę się wieczorem do łóżka i gaszę światło, to często, w ciemnościach, dotykam swojej twarzy. Jest zmęczona całym dniem. Czuję na niej ślady uśmiechu, wyczuwam ślady łez, rozpoznaje bruzdy zmartwień, ale chcę pomimo wszystko być wdzięczny. Również za to, że nie zawsze jest wiosna i wszystko ładnie pachnie, ale także za to, że sporo jest zimy w moim życiu – czasu, w którym trzeba wbrew nadziei mieć nadzieję.

 

 

Ps. Dziękuje(my) Wam za Waszą modlitwę przez ten miesiąc.