Zaznacz stronę

SŁOWO

Prawdopodobnie nieprawdą jest to, co Jezus mówi o owcy, drachmie i zagubionym małym pieniążku, ale o tym później.

Aby dobrze zajarzyć, co Jezus mówi w dzisiejszym fragmencie, trzeba usłyszeć pierwsze trzy zdania Ewangelii. Zbliżali się do Jezusa grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi.

Mamy tu dwa spojrzenia na grzech. Nasze ludzkie – pełne wymierzania i pytania, co grzechem jest, a co nie jest. Prawniczość. I, drugie – Boże. Zbliżali się do Niego grzesznicy, by Go słuchać. Bóg, kiedy bierze się za nasz grzech, to nie z precyzji księgowego, ale zabiera się za nasze ucho, by nam szeptać o swej szalonej i nielogicznej miłości. 

Dlatego właśnie twierdzę, że Jezus mówi nieprawdę o owcy i drachmie. Najprostsza ekonomia powie, że bezsensownie jest zostawiać 99 owiec, by iść szukać jednej. Wpisuje się ją w straty. Żaden mądry pasterz nie zaryzykuje 99, żeby szukać jednej. Żadna kobieta, kiedy zgubi parę groszy, nie robi tylu zabiegów, by je odszukać i nie robi później spotkania dla przyjaciółek. Koszty okazałyby się zbyt wysokie. 

No właśnie Miłość Boga, wbrew temu, co sądzili faryzeusze, wbrew temu, co sądzimy my, nie jest oparta na logice i kalkulacji. 

Aby mocniej pojąć jaka jest Jego miłość, zwróćcie uwagę na jeden szczegół. Pojawia się pasterz – mężczyzna i szukająca – kobieta. W tym tekście Bóg objawia się nam w całości. On jest i naszym Ojcem i naszą Matką. Zobaczyć w Bogu nie tylko sprawiedliwość, ale także posuniętą do granic naiwności miłość. Nie wykalkulowaną, nie warunkową, ale po prostu taką zwykłą, nie poddającą się szukającą aż do absurdów możliwości. Zostawiającą 99 owiec, szukająca paru groszy, a później robiącą z tej racji, wielką imprezę. 

Możemy zostać przy faryzeuszach i ich sposobie patrzenia na Boga i grzech. Gdzie ciągle padają pytania o granice; o to, co należy zrobić, by tego grzechu się pozbyć. Liczy się prawo. Pojawiają się wtedy odwieczne pytania, co wolno, a czego nie, w jaki sposób być porządku wobec Boga. Ale to tak jakby przyjść do mamy, taty, żony, męża, chłopaka, dziewczyny, czy przyjaciela po prostu, i zażądać od nich wyznaczenia nam granic, bo chcielibyśmy życia poużywać, ale być też wobec nich w porządku. Myślę, że czujemy, że takie postawienie sprawy jest bezsensowne. 

Źle się czujemy, kiedy proponuje się nam przebaczenie bezwarunkowe, wcale nie oparte na księgowości. 

Traktujemy nasz grzech i przebaczenie nam, jako coś strasznie prywatnego, tylko mojego, osobistego. Paweł, mówi coś całkiem innego. To, co jest przebaczeniem, nie jest prywatą, bo jest po to, by inni zobaczyli, że jest przebaczenie, że jest miłosierdzie. Darmowe. Mówi: dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym, Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą.

Można zaryzykować i powiedzieć, że po to jest grzech w życiu chrześcijanina, by jeszcze bardziej czuł się kochany, i bardziej kochał. 

Zauważcie, że Bóg w tej Ewangelii, kiedy widzi grzesznika i spotyka się z nim to się cieszy. Pasterz, kobieta, cieszą się, a wraz z nimi ich przyjaciele. Całe zwycięstwo złego polega na tym, że nie potrafimy tej radości dostrzec, że czujemy się źle po przebaczeniu. Bo jest w nas coś z faryzeuszy, którzy podejrzliwie patrzą na to, że Bóg spotyka się z grzesznikami, że im przebacza, i co więcej cieszy się z ich powrotu, ba, nie tyle z powrotu, co z ich odszukania. 

Po znalezieniu owcy, pasterz nie zamyka jej w zagrodzie z drutem kolczastym, po znalezieniu drachmy, kobieta nie zamyka jej w sejfie. Nie, oboje dalej ryzykują zgubę. Kiedy Bóg przebacza to bezwarunkowo i zawsze zostawia dalszą wolność. Naprawdę. 

Idźcie do spowiedzi, ci, co tego potrzebują. Znajdźcie mądrego księdza, zróbcie z tego swoje osobiste święto i zapragnijcie nie tyle wyrzucić z siebie swój grzech, ale spotkać Miłosiernego Ojca i Miłosierną Matkę, który jest naszym Bogiem. 

A na czym polega Jego sprawiedliwość? Właśnie na tym, że rozprawia się ze złem. Wszystko wraca do stanu sprzed zgubienia.

Nie bójcie się. Jezus jada i gada z grzesznikami. Nie przejmuje się ujadaczami, którzy nie chcą przyjąć Miłosierdzia.