Zaznacz stronę

Wy, ludzie z dużych miast myślicie, że jak włoży się ziemniaka do ziemi, to na drugi dzień będą z niego smaczne frytki, które na dodatek same się zrobią. No nie zrobią. Musi zgnić, wyróść, trzeba go okopywać, plewić, wykopać, obrać itd. To długa droga. Jan Ożóg SJ

Tłumy słuchają Słowa Boga ukrytego w przypowieściach. To jest po prostu codzienna obserwacja naszego życia. Każdy widzi zmieniające się pory roku, proces starzenia się, narodziny i śmierć. Każdy widzi wypadki samochodowe i słyszy różne wiadomości, każdy styka się z dobrem i złem w tym świecie. To jest doświadczenie wspólne wszystkim ludziom. A jednak nie wszyscy patrzą jednakowo, albo nie wszyscy rozumieją rzeczywistość tak, jak należy. Tylko niektórzy słyszą w tłumie, tylko niektórzy patrząc na różne zjawiska i procesy – rozumieją.

Co znaczy mieć uszy? Znaczy słyszeć, czyli rozumieć. Bardzo często wpadamy w pułapkę polegającą na tym, że aby dobrze słyszeć, wyciszyć się, to trzeba pozbyć się zewnętrznego hałasu, pojechać na pustynię, oddalić się do lasu. Oczywiście to może pomóc, ale tylko pomóc. Sukces tkwi w zapanowaniu nad uszami. Ja muszę chcieć przestać słuchać tego wszystkiego, co przeszkadza, co mnie odwodzi od rozumienia istoty. To się przekłada też na inne sfery, bo zawsze przecież można zwalać na innych ludzi, na społeczeństwo, na warunki polityczne, społeczne, czy nawet klimat. Tu chodzi o to, co Jezus mówił w innym miejscu: wejść do swojej izdebki, ważne jest to słowo: swojej – do siebie, w siebie.

Cztery rodzaje gleby.

Droga i skała. Powierzchnia twarda, nie przygotowana do tego, by wydać owoc. Słowo leży na powierzchni, to są ludzie, którzy nie otwierają serca, z założenia są zamknięci, co nie znaczy, że przegrani. Wystarczy przeorać taką drogę, spulchnić ją i nawodnić, a więc wykonać pracę. Co trzeba w tobie spulchnić, co jest z góry zamknięte na Jego słowo?

Ciernie, krzaki. Początek wzrostu jest dobry, zapuszcza korzenie, kiełkuje, ale później brak słońca, ograniczenie spowodowane cierniami sprawia, że ostatecznie umiera. To są ludzie, którzy nie dbają o słowo w sobie. Chcą żyć w rozdwojeniu: niby mają w sobie słowo, ale go nie pielęgnują, czy nie rezygnują z tego wszystkiego, co ich niszczy. Nie wyrywają chwastów.

Gleba żyzna. Niby takie fajne to – wydawanie owoców. Jest jedno „ale”. Ono musi zgnić, zanim wyrośnie. To jest to, co Jezus nazywa umieraniem samego siebie; to jest proces, to jest bardzo nieprzyjemny proces.

Chrześcijaństwo to wcale nie jest sielanka. To oczywiste, ale ważne by pamiętać, że decydując się na nie – ma być przykre dla mnie, nie ja dla innych. Tak, jak nie zmusisz ziemi do owocowania, tak nie zmusisz człowieka do tego, by chciał obumrzeć. Ta decyzja musi się dokonać w jego izdebce. Bez tego zostajesz w tłumie, który widzi i słyszy, ale nic nie rozumie.

SŁOWO