Zaznacz stronę

SŁOWO

Może warto zadać głośno pytanie, które jest w sercu chyba każdego wierzącego człowieka, a które wydaje się dla niektórych mało ortodoksyjne: czy Bóg naprawdę nas próbuje?

Takie próby, jak ta Abrahama, świetnie wyglądają na papierze, łatwo mówić o takich wydarzeniach jako elemencie relacji z Bogiem, ale tylko mówić; jednak kiedy się w nich uczestniczy, rzeczywistość nie jest prosta, pojawia się mnóstwo emocji i bodźców, które nie pozwalają trzeźwo myśleć. To nie Bóg potrzebuje nas wypróbowywać, by przekonać się o naszej wierności i miłości do Niego, On doskonale wie, jak jest. Biskup Ryś zauważa, że próba jest dla Abrahama. Abraham idzie do kraju Moria dla samego siebie. Izaak był spełnieniem najgłębszych pragnień Abrahama, był namacalnym dowodem na to, że Bóg nie rzuca słów na wiatr. Kiedy ten stary mężczyzna patrzył na tego kilkunastoletniego chłopca musiał czuć wielką dumę, radość i ogromne szczęście. Myślę, że znacie to uczucie, kiedy widząc kogoś lub coś, na co czekaliście, pracowaliście wiele lat, czujecie, że: to mi wystarczy, to jest wszystko, co chciałem osiągnąć. Wtedy można nawet Boga odsunąć na bok. Dlatego przyszedł czas, w którym Abraham musiał się obudzić z letargu zadowolenia, z pokusy przeżywania nieba na ziemi. Abraham w tym dramatycznym wydarzeniu doświadczył tego, że Izaak nie jest jego własnością, że jest darem od Boga. Dla nas znaczy to tyle, że nie masz nic, ani nikogo na własność.

Można by ten fragment przeczytać z perspektywy Boga. W Abrahamie mogła, jak w każdym wierzącym, zrodzić się pokusa udowodnienia Bogu (który wcale tego od nas nie wymaga) swojej wiary. Czymś normalnym było w religiach ościennych składanie bóstwom w ofierze dzieci, jako ofiary najdoskonalszej. Gdyby tak odczytać tę scenę, to Bóg uczy Abrahama, że nie chce ofiary z syna, która mogła być karmieniem jego religijnej pychy: ja, Ci, Boże dam swojego syna, którego tak bardzo pragnąłem, przez to będę tak dobrym wiernym. Wtedy Bóg wkroczył do akcji – nie podnoś ręki! Nie wiem, co ty widzisz w swoim życiu jako próbę, ale wiem jedno, że czasem warto popatrzeć na to doświadczenie z różnych perspektyw, pozwolić sobie na danie sobie czasu, może rozmowy z przyjacielem i modlitwy. A teraz popatrzmy na próby, które przeszliśmy i na Abrahama. Próba ma to do siebie, że kiedy człowiek ją przejdzie, przestaje się bać.

Przypomina mi się tutaj to, co powiedział kiedyś Janek Kaczkowski, chory na glejaka. Wyznał w Łodzi, że odczuwał swego czasu wielki lęk, również przed ludźmi Kościoła. Dopiero próba choroby dała mu wolność w wypowiadaniu się. Podobnie działo się z Jezusem. Jako człowiek ze świadomością tego, że za moment skończy się Jego życie, odczuwał ten sam lęk, który i nas często dosięga i paraliżuje.

Staje przed tobą zadanie: małe, wielkie – nieważne; ważne jest to, że lęk uderza w tę część serca, która ma dawać ci siłę i sprawia, że stajesz się małym chłopcem. Z żoną i dzieckiem u boku, z kobietą, o którą trzeba zawalczyć, z ludźmi ci powierzonymi w parafii, i stoisz. Czujesz, jak twój pampers się wypełnia. U Jezusa objawiło się to krwawym potem. A jednak, po zmierzeniu się z próbą i co najważniejsze, po zwróceniu się z lękiem do Ojca, Jezus wstaje i idzie już odważnie, jest w Nim jakiś niesamowity spokój.

To, czego doświadczył Abraham i Jezus w Ogrojcu, doprowadziło ich do świadomości, że ich siła jest w Bogu. My to nazywamy łaską. Żyjemy z łaski, nie z naszej brawury. Człowiek, który zapomina, że żyje z łaski, zapomina o prawdzie fundamentalnej, że Bóg jest dobry. To zdanie: BÓG JEST DOBRY nie jest tylko pobożnym sloganem. Kiedy Bóg w naszym codziennym, praktycznym myśleniu staje się złym i podejrzliwym sędzią, wtedy zaczynamy jak niewolnicy kombinować.