Zaznacz stronę

 To jest piąty tekst na Wielki Post, z cyklu BANITY o jałmużnie. O idei przeczytasz TU.

Post i jałmużna. Odmawiam sobie, pomagam drugiemu, walczę z sobą, innych doceniam. Wielkie słowa i mocne postanowienia nigdy nie były moją mocną stroną. Ekstremalnych katolików podziwiam za wytrwałość i realizację wielkopostnych przedsięwzięć z pogranicza sportów wyczynowych. Ja tak nie potrafię. Mam problem ze skupieniem się, a gdzie tu mówić o planach i strategiach na Wielki Post. Jeśli finałem czterdziestu dni ma być coś, co choć trochę poprawi codzienność, wejdzie w krew i zostanie na dłużej – poproszę o ciszę. I nie o brak muzyki, dźwięku, głosów, nie o wyeliminowanie hałasu za drzwiami. Nie będę uciszał swoich dzieci. Nie zamknę się w zakonie i nie poświęcę medytacji. Pięknie jest wyrzec się wszystkiego, co przeszkadza, brudzi. Ja tak nie potrafię. Z tym, co przeszkadza, mierzymy się przecież codziennie. Poszczę milcząc. Siebie wyciszam. Jałmużna też powinna być cicha? Jacek Stryczek przekonuje, że dobrem trzeba się chwalić. Ja tak nie potrafię. W moim CV dobroczynności nie ma niczego spektakularnego. Pomagam codziennie swoim dzieciom, kolegom, przyjaciołom. Nie pożyczam pieniędzy, nie daję proszącym grosza. W zamian proponuję: zrobię ci zakupy, przewiozę rzeczy do nowego mieszkania. Próbuję pomagać w rzeczach, na których się znam. Nie wymienię ci zaworów w kranie, nie naprawię samochodu, nie ułożę paneli podłogowych. Mogę ci je przywieźć do domu, zamówić specjalistę. Niech każdy robi to, na czym się zna. Znajomym i bliskim kupuję książki, bez okazji. Trafiam na dobre rzeczy, świetną literaturę, więc się nią dzielę. Często oddaje rzeczy, które trafiają do mnie, a innym są bardziej potrzebne, albo po prostu sprawią im radość.

Słowo znaczy. Staram się dotrzymywać słowa. Pięknie byłoby wyrzec się przyjemności. Ja tak nie potrafię. W tym roku właśnie na czas Wielkiego Postu przypadły najpoważniejsze wydatki rodzinne. Rzeczy potrzebne i niepotrzebne znalazły się na liście do realizacji. Jest przecież świat, który chciałbym zobaczyć z żoną – pojedziemy tam, gdzie w małych wioskach można spotkać jeszcze żyjących w odosobnieniu mnichów. Jest wyjazd, który marzył się bliskiej mi osobie – pomogłem go sformalizować; są dzieci – których edukacja jest studnią bez dna. Nie potrafię im odmówić książki, teatru, muzeum, układanki, ich ulubionych dodatkowych zajęć. Z jałmużną, jak widać, mam kłopot. Czekając na Wielkanoc nie oszczędzam na sobie. Inaczej nie potrafię.

Łukasz, dziennikarz