Zaznacz stronę

Bardzo, ale to bardzo, lubię kawę o wczesnym poranku. Wstaję, od lat o 5.01. Tak się oszukuję, że nie o piątej. Samo wstawanie jest niefajne, ale wszystko, co później już tak. Lubię ciszę domu o poranku. Poranny rytuał przygotowania kawy, w między czasie małego rozciągania tego starego ciała, i szybka przekąska, coby nie żłopać kawy na pusty brzuszek. 

Potem wracam do siebie, włączam muzykę, od wczoraj króluje u mnie – znów – Phoria z kawałkiem Current – cudowne nuty, który daje możliwość ucieczki do tego, co kocham. 

Rano przypominam sobie, co było wczoraj, myślę o tym, co na dziś mam zaplanowane, gdzie w codzienności wcisnąć swoje sprawy: modlitwę, rower i tych, których kocham. 

Poranek to magia. Kiedyś unikałbym tego słowa, bo przecież chrześcijanin tak nie myśli. Jednak z biegiem lat to słowo jest coraz bardziej mi potrzebne. Magiczny poranek, to nic innego, jak poranek zaczarowany zwyczajnością, przenoszący mnie w świat zmysłów: smaku, wzroku, dźwięku, dotyku. Tych niesamowicie boskich władz, których w ciągu dnia czasem nie doceniam, bo „szkoda czasu się nad tym zastanawiać” – jeju jaki to błąd. 

Myślę o poranku tych, których kocham. O Ojcu w Niebie, o przyjaciołach, o rodzinie, o Osobach Bardzo Mi Bliskich. Myślę o tych, z którymi sobie nie radzę… 

A dziś, we Wrocławiu jest z rana 15 st. i rześkie powietrze. Pies poszedł już na obchód ogrodu, tak królowa jest pierwsza po wstaniu, to z nią o 5.02 muszę zejść totalnie zaspany, by otworzyć jej drzwi do jej królestwa ogrodowego. 

Dobrej kawy i całego dnia Wam życzę. Bądźcie dla siebie dobrzy, wtedy łatwiej kocha się innych.

#InoMiłość ❤️