Zaznacz stronę

1.
W 2005 roku wraz z moimi braćmi pojechaliśmy do Jastrzębiej Góry na tzw. miesiąc kapłański. To czas formacji (rekolekcje, konferencje, wykłady), ale i rekreacji. Dla naszej ekipy to był dobry czas. W tle, w Polsce, odbywała się kampania wyborcza (do Sejmu i prezydencka). Dla wielu Polaków to był dobry czas. Po czterech latach rządów lewicy, wydawało się, że prawica się pozbierała i ma nowe, dobre pomysły.
Prawicę (w tamtym czasie) rozumiem bardzo szeroko, jednak prym wiodły dwie partie: PiS i PO. Obie wyrosły na kanwie ludzi i partii wcześniejszych, ale obie miały dobre programy. Mówiły językiem, który wtedy wydawał się swoistą nowością. Kampania, jak każda, miała swój język, czasem bardzo ostry, jednak nic nie wróżyło tragedii. Miał powstać PO – PiS. Jasne, że to coś trudnego, bo trzeba było kompromisu, ale pamiętam tamte dni, kiedy z napięciem czekałem na wynik rozmów koalicyjnych.

2.
Dziś czytałem wiele opinii, które próbują pokazać kto jest winien tego, co się dzieje w Warszawie. Jedni mówią, że to się zaczęło od chęci ograniczenia ilości dziennikarzy w Sejmie, ktoś mówi, że to problem sprzed roku, kiedy zaczęły się zawirowania z TK. Ilu ludzi – tyle opinii. Każdy ma swoich winnych i swoje przyczyny. Tymczasem to, co ludzie opisują jako przyczyny (choćby wspomniane zawirowanie z dziennikarzami czy TK) są „tylko” kolejnym konsekwencjami tego, co zaczęło się jesienią 11 lat temu. Wtedy okazało się, że szeroko rozumiana prawica nie ma już wroga – lewica przegrała z kretesem, i już od razu zaczęło z ludzi wychodzić to, co było w nich od dawna, a było skrywane starą pieśnią o wielkiej miłości do ojczyzny i Polaków. Tym czymś, jest stara jak świat, pycha i żądza władzy.

3.
Problem – według mnie – polega na tym, że my – obywatele daliśmy się wcisnąć w sztuczny podział. Dziś albo jesteś z PiS, albo z PO lub Nowoczesnej. A to jest nieprawda. To jest jedno z najgorszych kłamstw i manipulacji i rządzących i opozycji.  Dziś ta retoryka jest tak silna, że każda rozmowa ze „zwykłym” Polakiem kończy się sklasyfikowaniem człowieka do jednej z drużyn. Dobrze od lat wiemy, że nie ma partii żyjącej wartościami chrześcijańskimi, są za to poszczególni posłowie z różnych partii, którzy są chrześcijanami. Nie ma żadnej odnowy moralnej jako systemu. Jedni i drudzy i trzeci obiecują i obiecywali, że obywatel jest najważniejszy (jest przy wyborach – to prawda), każda z partii mówi o konieczności pomocy najuboższym i jak zawsze kończy się na słowach lub chwilowym rozdawnictwie pieniędzy. Wszyscy walczą o życie ludzkie, ale kiedy przychodzi do głosowań to życie ludzkie staje się kartą przetargową w walce o głosy różnych grup wyborczych. Podobnie jest z Kościołem i szerzej religią. Trzeba być bardzo naiwnym by uwierzyć w religijne zaangażowanie partyjnych aparatczyków. To publiczne przyznawania się do wiary, a przypominam, że zdarza się to członkom większości partii, miałoby sens tylko wtedy, kiedy szłoby za tym konkretne działanie z tej wiary wynikające. Jednak nasi politycy są jak reszta społeczeństwa, która lubi religijność pokazową.

4.
Straszną manipulacją jest też to, co niestety przejął Kościół – nie wolno księdzu mówić o polityce. Ksiądz nie powinien się angażować w partyjniactwo – tu racja, ale nie można powiedzieć, że polityka to temat tabu dla księdza. Polityka to szukanie dobra wspólnego. Zresztą zobaczcie jak wygląda to zakazywanie i oddzielanie wiary od polityki w praktyce. Każda z partii, nawet te, które uważają, że są areligijne, ochoczo wykorzystuje słowa Kościoła, papieża i księży.
Nie mam w tym wielkiego doświadczenia, ale bawi mnie za każdym razem, kiedy któryś z polityków (niezależnie z jakiej opcji) szeruje któryś z moich tekstów. Oczywista jest, że taki, który pasuje pod linię ideologiczną partii. Serio czasem się zastanawiam, czy ja jestem maskotką (podejrzewam, że inni mają podobnie), czy owi politycy tak bardzo wierzą w to, że można w ten sposób coś ugrać? I drugie zastanowienie: obserwatorzy tego zjawiska potrafią wystawić od razu opinię, że jesteśmy (ja lub inny autor) sympatykiem tej czy innej partii, albo medium. Kościół, ksiądz ma prawo i powinien być polityczny, w sensie działania na rzecz dobra wspólnego. Nie może być partyjnym – tu całkowicie się zgadzam. Partyjność jest popieraniem tylko jakiejś części – tego być nie może.

5.
W 2016 roku już nie wierzę żadnym politykom z obecnej sceny. W niedawnych wyborach (nie piszę których) głosowałem nawet wbrew sobie, bo wydawało mi się, że idzie nowe, że nie można się tak szybko zrażać, że trzeba dać sobie, Polsce i politykom szansę. Nie ma we mnie zaufania do tych ludzi (i rządzących i całej reszty). Lubię i zgadzam się niektórymi politykami (różnych opcji), ale to raczej kwestia podobnego widzenia świata, niż tej czynnej – Sejmowej polityki partyjnej. Nie zgadzam się z poglądem, że rządzących nie wolno oceniać i nie wolno od nich żądać. Nie zgadzam się z analogią, którą zrobił Wojciech Węgrzyniak, na swoim FB, pisząc, że nie wolno upominać rządzących, skoro nie upominam swoich przełożonych. Rządzący, szerzej politycy, nie są moimi przełożonymi. Z przełożonymi „umawiam się”, że będę ich słuchał – oni są wyżej ode mnie. Z rządzącymi politykami jest na odwrót – to my jesteś my wyżej i to oni się z nami umawiają, że będą nas słuchać. Na tym polega dobra polityka, że rządzący słuchają i podejmują decyzje, które są dobre dla ogółu. Nie może być tak, że na cztery czy pięć lat jakieś osoby stają „nad nami”.

6.
Zacznę Wam wierzyć Panowie i Panie wtedy, kiedy znów zaczniecie działać razem. Kiedy przestaniecie tworzyć sztuczne podziały. Zacznę Wam wierzyć, kiedy siądziecie przy jednym stole i powiecie: Polska jest nadrzędną wartością. Nie partia. W naszym kraju już długo żyliśmy w systemie partii. Bardzo się to w Was zakorzeniło, a co gorsza sprawiacie, że ludzie dalej wierzą w mit partii jako najwyższego organu.

7.
PiS, PO, Kukiz’15, Nowoczesna, PSL, Mniejszość Niemiecka – zróbcie coś, co będzie dla obywateli, a nie dla was. I proszę, przestańcie mówić, że wasz interes jest moim. Nie jest. Przez 11 lat sprawiliście, że nie mam już politycznej nadziei.