Zaznacz stronę

SŁOWO

To będzie polityczne kazanie. Polityczne, bo mówiące o tym, o czym mówi prawdziwa polityka. O dobru wspólnym. Dobru, nie tylko moim, ale i drugiego.  Zresztą każde kazanie powinno być polityczne, uczące nas tego, jak odchodzić od egoizmu do szukania dobra wspólnego.

Trzy razy mamy dziś powtórzone, że Pan jest Królem. Każde z trzech dzisiejszych czytań mówi o tym, że Bóg jest Królem. I nie możemy tego dziś, ani w innych dniach zgubić. Nie ma królowania Maryi bez królowania Boga; zresztą na samym początku ewangelii Łukasza słyszymy: oto ja – służebnica Pańska. To zdanie bardzo nakreśla nam, co znaczy, że Maryja jest królową. Być królową to służyć. Później Jezus będzie to powtarzał: kto by chciał być pierwszym, niech będzie sługą. Ciągle przecież pamiętamy Wielki Czwartek – nasz Pan klęka przed człowiekiem i myje nam nogi. Jeśli ja – wasz nauczyciel to zrobiłem, wy macie robić podobnie

Nie możemy tego zgubić, nie możemy zgubić panowania Pana Jezusa, bo zaczyna się ludzki terror. Człowiek, kiedy chce panować i rządzić, zawsze będzie miał tendencje do dyktatury – dyktowania innym, co i jak mają robić, jak mają myśleć, co kupować, jak myśleć o innych. Nie ma na tym świecie władzy wolnej od tej pokusy. Weryfikacją każdej władzy, każdego rządzenia (nie tylko w sensie państwowym, ale i rodzinnym, kościelnym czy społecznym) jest umiejętność mycia nóg tym, nad którymi się sprawuje władzę. Weryfikacją dobrej władzy jest gotowość Maryi, która mówi Bogu (a więc i człowiekowi): oto ja służebnica Twoja.

W pierwszym czytaniu widzimy niewiastę brzemienną, która stoi naprzeciw smoka. Kobieta w ciąży to ta, która potrzebuje pomocy, jest kimś, kim trzeba się zaopiekować, jest słaba. I zobaczcie, tak było w naszych dziejach, ponawialiśmy (jako naród) królowanie Maryi już kilka razy, zawsze wtedy, kiedy byliśmy właśnie bezbronni, słabi, potrzebowaliśmy pomocy i opieki. Staliśmy przed smokiem. Nie wawelskim, ale siłami złego ducha, który wykorzystując historyczne okoliczności, chciał z nas uczynić niewolników. To czytanie pokazuje nam, że w takich momentach musimy uznać królowanie Boga. Nie nasze królowanie, z Bogiem na ustach, ale królowanie Boga nad nami, nade mną. 

I to jest bardzo trudne. Pewnie, że w deklaracjach łatwo powiedzieć: Jezus jest Królem, Maryja jest królową, a w praktyce codzienności kombinować dalej po swojemu, de facto – samemu rządzić. To są te momenty, kiedy w życiu osobistym i narodowym pozwalamy sobie na złe wybory, które usprawiedliwiamy sobie tym, że system(cokolwiek pod to słowo wstawimy) mnie uciska, więc ja mogę czynić zło. 

Często lubimy powoływać się na kard. Wyszyńskiego, wtedy, kiedy potrzebujemy mocnego słowa przeciw innym, którzy nie żyją naszymi wartościami. Jednak czy my naprawdę działamy jak Wyszyński? Przecież on nie poszedł na kompromis. A my idziemy często, większość z was pamięta czasy sprzed ’89, ilu ludzi wtedy okradało państwo mówiąc: oni mnie okradają, to ja też mogę. W wielkich i małych rzeczach. A ilu z nas, do dziś ta postawa została? W codziennych sprawach, a to coś ze sklepu dzióbniemy, a to nie dbamy o dobro wspólne, a to zniszczymy komuś opinię plotkami czy wygłaszanymi sądami. A zobaczcie, co dzieje się w naszej debacie publicznej, kiedy ludzie z Bogiem na ustach potrafią o swoich przeciwnikach mówić straszne rzeczy. A zobaczcie, co dzieje się w naszych rodzinach, kiedy zaczynamy mówić o polityce.

Nie tak będzie między wami, bo kto by chciał rządzić (mieć racje), niech będzie waszym sługą. Bardzo proste pytanie: czy tym wszystkim osobom, którym chcemy udowadniać racje, których chcemy przekonać do swojej ukochanej partii (jakakolwiek by ona nie była), jestem w stanie umyć nogi?

Paweł w Liście do Kolosan mówi, że Ojciec uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów. Zobaczcie – On nas już uwolnił i już jesteśmy w Królestwie, nie, że kiedyś będziemy. Mówienie o królowaniu Jezusa i Maryi to wiara i praktyka tego, że my już jesteśmy w Królestwie. Po czym widzimy, że tym żyjemy? Paweł mówi: z radością dziękujcie Ojcu. Wdzięczność jest tym, co weryfikuje nasze życie w Królestwie. Nie pomstowanie nad złym światem, nie szukanie wrogów, ale wdzięczność, czyli umiejętność widzenia jak bardzo jestem przez Boga obdarowany, jak niesamowitym darem jest moje życie, relacje, Ojczyzna. Weryfikacją nie są nasze manifestacje, ale dziękczynienie za drugiego człowieka, za sąsiada, za Polaka, za Ukraińca i Araba czy Żyda. 

Chcejmy być wdzięczni, bo mamy życie, bo nasze organizmy działają, bo mamy za sobą niesamowitą historię jako Polacy, ale także jako konkretni ludzie i nasze rodziny. 

Ta umiejętność bycia wdzięcznym jest szalenie ważna, bo ona nas wyrywa z tego naszego polskiego malkontenctwa, ciągłego niezadowolenia i szukania minusów. A ta postawa, z kolei jest oznaką pychy, czyli bycia niewdzięcznym wobec Boga za to kim jesteśmy i co mamy. 

Nie mamy wiary sami z siebie, nie mamy wolności sami z siebie, życia nie mamy sami z siebie. To wszystko są dary, a za dary się dziękuje. 

A Ewangelia? Jakiego Króla tam widzimy? Jaką królową? On wisi, dogorywając na krzyżu. Ona splamiona Jego krwią, pełna bólu. Na czym polega ich królowanie? Ich, o których tak często lubimy krzyczeć w naszym kraju, że tu rządzą? Jego królowanie polega na przebaczeniu oprawcom, jej na zaufaniu Bogu do końca. Ich królowanie pozbawione jest w sposób totalny złych słów, pragnienia zemsty, wyrównania rachunków i krzywd. Ich królowanie totalnie wyzute jest z krzyku, narzucaniu innych swojego światopoglądu. To królowanie całkowicie pokorne. Do bólu, do śmierci. Jeśli chcemy, a często o tym, jako Polacy mówimy, by On i Ona – królowali nad nami, to nie możemy żyć inaczej. A często żyjemy inaczej. 

Często chcemy Bogu (i Maryi) coś dać. Obiecujemy Mu różne rzeczy i sprawy, czynimy przed Nim swoiste wygibasy. Oddajemy Mu poszczególne miasta, kraj, zawody, stany życiowe.  I nazywają to nawróceniem. I się napinamy, licytujemy, kto bardziej wierzy, kto bardziej jest godny, kto odmówił lepszy i bardziej skuteczny akt zawierzenia. 

Tymczasem chodzi o coś całkiem innego, o jedno – by zobaczyć to, co On nam obiecał i co nam dał. Jak bardzo jesteśmy obdarowani i jak bardzo jesteśmy obywatelami Jego Królestwa, a nie Bóg – naszego. Nawet jeśli uznajemy Go jako pierwszego, to ciągle to jest nasze królestwo. Tymczasem to my jesteśmy obywatelami Jego Królestwa. 

Nie ma sensu dzisiejsza uroczystość, jeśli się podczas tej Eucharystii nie nawrócimy i nie będziemy chcieli być wdzięczni oraz jeśli nie będziemy chcieli w tych drugichzobaczyć takich samych dzieci Bożych, jakimi my jesteśmy.