Zaznacz stronę

Wrzuciłem dziś na fejsa tekst Darka Piórkowskiego, w którym Darek pisze o. Augustynie Pelanowskim, wyrzuconym z zakonu. Usunąłem go, bo w komentarzach pojawiło się w krótkim czasie i to w godzinach małej aktywności FB, wiele komentarzy pokazujących, że o. Augustyn stał się dla wielu nie tylko świadkiem Ewangelii, ale i wyrocznią, prorokiem i „męczennikiem” zabitym przez zakon.

I właśnie o tym chciałbym napisać, nie o samym o. Pelanowskim, bo go nie znam, nie znam jego historii i tego, co się w życiu podziało.

Jak wiecie, w tym roku zostałem dwukrotnie ukarany ze strony swojego zakonu. usunięciem mnie z urzędu proboszcza i dziewięciomiesięcznym banem na media wszelkiego rodzaju. Dotkliwe kary. Konieczność przerwania czegoś, co się pokochało, widziało dobre owoce i perspektywy naprawdę, nie tylko zabolała, ale rozwaliła mi życie. Do dziś czuję, że przede mną daleka droga do normalności. Oprócz mnie wiele osób do dziś nie godzi się z tą decyzją i jej skutkami. Brak możliwości dzielenia się w przestrzeni – dla mnie – tak oczywistej jak sieć równie była bolesna, choć nie tak jak ta pierwsza kara. Tu wiedziałem, ze za jakiś czas (nie wiedziałem tylko jaki) będzie cofnięta. Pisze o tym, bo to pokazuje, że trochę wiem, co znaczy oberwać od swojego Kościoła i zakonu. Troszkę czuję jak boli, kiedy najbliższe postanawiają z tobą zawalczyć i do tego nazywają to miłością.

Przez te 9 miesięcy wiele osób, które kocham i mi życzliwych, mówiło mi mniej więcej coś takiego: mówiłeś prawdę, więc cię zamknęli; widać, że boją się twojego głosu, byłeś dla nich wyrzutem sumienia, nie bałeś się mówić ciężkiej i niewygodnej prawdy, byłeś dobrym proboszczem i inni księża ci zazdrościli. Naprawdę, zawsze mnie to gadanie straszyło. Znam swoje słabości i swoją pychę i bardzo się tego bałem. Owszem, to bardzo łechtało ego, bo kto nie lubi być wyjątkowy? Jednak wiedziałem, że uwierzenie w to i karmienie się tym, w bólu jaki przeżywałem, jest dla mnie drogą donikąd. Jest tak dlatego, że kiedy człowiek uwierzy w coś takiego, to staje w centrum. Wtedy Pan Jezus lub idea, którą głosi, schodzi na drugi plan. W tedy męczennik staje się kimś, kto jest pożałowania godny, bo zabiera miejsce Komuś lub czemuś większemu. I oczywiście, zawsze w takiej sytuacje będzie jakaś część w sercu, która karmi się tą całą sytuacją (ok, nie wiem czy to uniwersalne prawo – u mnie tak było), ale ważne jest by i to mieć w świadomości i za tym nie iść.

Oczywiście, wiem, ze ja co innego mówiłem i mówię, a co innego głosi Augustyn Pelanowski. Nasze rozumienia świata, człowieka i Boga są w wielu miejscach totalnie inne. Z tego wynika, że kto inny nas słucha i kto inny szepce nam do ucha dobre rady, jednak mechanizm jest ten sam. Bardzo niebezpieczny mechanizm.

Drodzy Przyjaciele i Towarzysze ojca Augustyna, jeśli naprawdę chcecie mu pomóc, nie mówicie do niego i o nim, że jest prorokiem. To mu nie pomoże. Nawet jeśli w tym sporze ma rację, czego kompletnie nie wykluczam, to stawiajcie go w opozycji do Kościoła i nie wciskajcie go w coś, co Kościołem już nie jest. Nigdzie w Piśmie Świętym, ani w tradycji Kościoła, żaden prorok nie obwołał siebie sam prorokiem. To zawsze było powołaniem od Boga. I naprawdę to, że ksiądz lub ktokolwiek inny głosi trudne prawdy, nie sprawia, że ma więcej racji niż Chrystus nauczający w Kościele. Nigdy tak nie jest. Zobaczcie tę pokusę, której jesteście poddani także wy, zawsze wtedy, kiedy chcecie postawić swojego przyjaciela wyżej od mądrości Kościoła. Jezus nie powierzył Kościoła takim osobą jak o. Augustyn, ale powierzył go Piotrowi. A Piotr, począwszy od Pierwszego jest człowiekiem słabym. Pan to wie i nad tym panuje.

Nie róbcie krzywdy o. Augustynowi miłymi słowami, które oddalają Go od Kościoła. I sobie, bo kiedy widzicie go w opozycji do Wspólnoty, wtedy przestajecie widzieć prawdę, a widzicie tylko to, co chcecie usłyszeć i zobaczyć. To już nie jest Dobra Nowiną.