Zaznacz stronę

SŁOWO

Modlitwa jest pojedynkiem.

Najpierw Jakub przeprawia ludzi, później rzeczy i w końcu wraca sam. Trzeba oczyścić miejsce, zostawić wszystko na drugim brzegu, zmęczyć się. On zrobił kawał roboty, zanim wrócił. A później rozpętało się piekło. Nad potokiem walczył całą noc i to nie jest przenośnia, jak sam później powie – pomimo wszystko ocaliłem życie. Mocna walka. I można by powiedzieć, nieuczciwa ze strony Boga. „Widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw”. Jakub był tak silnym przeciwnikiem, że Ten, który z nim walczył, musiał mu wywichnąć staw, by wygrać.

Jak wygląda moja modlitwa? Jest walką, czy jest kolejnym głaskaniem siebie samego? Przecież ciągle mi się zdarza, że modlę się „na niby”. Podejmuję jakieś działanie, ale gdyby Bóg zaczął ze mną walczyć tak, jak z Jakubem, kiepsko by się to skończyło.

Czas walki. To Jakub przedłużał to spotkanie. Kiedy nadchodził poranek, to Bóg powiedział do Jakuba, by ten Go puścił. Nie na odwrót, Bóg nie jest żebrakiem naszego czasu. Jakub ma cel swojej modlitwy, swojej walki – błogosławieństwo Boga. Ja się do niego przyzwyczaiłem, każda Msza, nabożeństwo kończy się błogosławieństwem. Magia, gesty, które nic dla nas często nie znaczą. Jakub stoczył całonocną walkę by to błogosławieństwo otrzymać.

Czym się kończy modlitwa Jakuba, jego walka z Bogiem? Zmianą imienia. Zmianą tożsamości. Jakub z modlitwy wychodzi inny. Staje się Izraelem. Widział Boga twarzą w twarz, choć tego nie można było zrobić. Bił się z Bogiem całą noc, choć logicznie rzecz biorąc, nie miał żadnych szans na zwycięstwo. Otrzymał nową tożsamość, bo o to walczył. Ani przez chwilę nie ma użalania się nad sobą, jęczenia nad swoim zmęczeniem, braku godności. Staje przed Bogiem odważnie i walczy o swoje.

Przeciwieństwem Jakuba jest tłum z Ewangelii. Tłum jest bezrozumny, żądny sensacji, poszukujący wrażeń. Kiedy pojawia się coś, co zaspokaja jego ciekawość – klaszcze. Tu nie ma miejsca na odwagę samotności, skonfrontowania się z sobą i Bogiem. Tłum nie ma swojego zdania. Kiedy pojawiają się faryzeusze z absurdalnym oskarżeniem, tłum nic nie mówi. Przecież przed chwilą widzieli wielkie rzeczy, teraz ich nie ma. W tłumie nie ma odwagi, nie ma w nim tożsamości. A Jezus robi swoje, nie zważa na tłum, na oskarżenie. Podobnie jak Jakub, nie zastanawiał się nad tym, że z Bogiem przecież nie można walczyć.

Będziesz Jakubem, czy będziesz tłumem, nad którym Jezus się lituje?