Zaznacz stronę

Zazwyczaj, kiedy mówimy o śmierci Jezusa, podkreślamy, że przez nią człowiek pojednał się z Bogiem. Idąc trochę w myślenie handlowe, upraszczamy i mówimy, że dokonała się sprawiedliwość polegająca na tym, że Syn Boży umarł byśmy mogli być pojednani z Bogiem. I to jest prawda, jednak Dobra Nowina polega przede wszystkim na tym, że przez śmierć Jezusa, Bóg jedna się z nami, a to wprowadza nową jakość do naszego życia. Czasem czujemy, że Bóg nie zachował się wobec nas w porządku. Niektórzy powiedzą, że to grzeszne myśli i  od razu je odrzucają, jednak przy tekście Ewangelii, w której czytamy o zalęknionych i czujących się przegranymi Apostołach trzeba o tym wspomnieć i się do tego przyznać. Śmierć Jezusa to nie był akt sprawiedliwości rozumiany jako wyrównanie rachunków.

Jego śmierć była zejściem Ojca do nas, była powiedzeniem nam, że już nic innego jako Bóg nie może zrobić, by nam powiedzieć o swojej miłości do nas. Daje nam nie tylko swojego Syna, ale także Jego śmierć. Daje nam Go do końca, bo chce się z nami pojednać. Pojednanie z Bogiem, to nie jest tylko akt naszego nawrócenia czy zmiany życia. To nie byłaby miłość, ale niewolnictwo. Bóg nie stawia warunków – jak się zmienisz to będziesz godny Mojej Miłości, to byłby kompletny absurd. Przede wszystkim to On o nas zabiega, to On chce byśmy Jemu w końcu uwierzyli, że JEST BOGIEM Z NAMI.

Bóg w tym, co się stało na Golgocie pyta: czy mi wybaczysz? I nie uciekaj w: to nie wypada, to nie ortodoksyjne. Zobacz ten swój żal do Niego i zajmij się nim w szczerej rozmowie z Nim.

Piszę o tym dlatego, bo w dzisiejszej Ewangelii jest mowa o uczniach zalęknionych i po ludzku przegranych. Ilu z nas czuje się zalęknionych, przegranych, uwikłanych w jakieś sprawy, które się nie kończą, które nas przyciskają do ziemi? Ilu z nas chciałoby przestać istnieć, unicestwić parę osób, udać że nie było jakiś wcześniej podjętej decyzji? A Jezus przychodzi i mówi: nie bójcie się, to Ja Jestem, odwagi! Kiedy odczytamy te słowa w kontekście całej Ewangelii to wiemy, że Jezus tanio nie pociesza. On wzywa do ruszenia naprzód. To wezwanie powinno mieć wpływ na naszą pobożność, która często odczytujemy jako zbiór wskazówek moralnych i obowiązków wobec Boga.

Większość chrześcijan nawet nie wie, lub udaje niewiedzę, że z Bogiem można żyć w bardzo osobistej relacji, że można z Nim rozmawiać, a nie tylko mówić do Niego modlitwy. Jako Kościół zapominamy o tym, co jest naszym powołaniem, a jest nim leczenie serc złamanych, uwalnianie ludzi, życie w radości i wolności. To są już tak zbanalizowane hasła, że kiedy je wspominam, niektórzy się tylko uśmiechają, myśląc o swoich problemach, które nas przygniatają. Nasze chrześcijaństwo często jest martwe i śmierdzące. Swoje myślimy i wracamy do tego co było, bo przecież: za starzy jesteśmy, bo nie mamy siły, bo po co ruszać coś, co od lat już jest? Ilu znacie chrześcijan, którzy kłócą się z Bogiem, którzy żyją naprawdę, a nie tylko na zasadzie jakoś to będzie?

Jeśli Bóg, przez śmierć swojego Syna, chce się z nami pojednać i zaprosić do czegoś, co jest Wielką Przygodą, to nie możemy przejść nad tym do porządku dziennego. Nawet jeśli jesteśmy ludźmi wątpiącymi. Życie w stagnacji, to kłamstwo. Załóżmy sobie jeden mały cel w tym tygodniu, zmianę jednej rzeczy. Ile jest takiego jęczenia w nas: poszłabym do kina, w zoo nie byłam sto lat – to idź. Napiłbym się dobrego piwa – to się napij. Żona jest jakaś opryskliwa – to kup jej kwiatka, zaproś do kawiarni, nawet jeśli przez 30 lat nie byliście, zobacz, że to nie jest twój kolega, ale twoja Kobieta. I nie dajmy się od razu zabić podpowiedziami, że to nie dla nas, że nie ma pieniędzy, że nie te czasy, że co inni powiedzą. Poddawanie się takiemu myśleniu jest powiedzeniem Bogu – nie chcę Twojego Życia. Wolę mój stary schemat.

Naprawdę zdumiewa to, jak wielu pozwala sobie na martwotę, w imię utrzymania status quo, tego co znają. Ewangelia pcha człowieka do ciągłego pomnażania szczęścia i dobra. Ewangelia uczy nas, że nie ma takiej trudnej sytuacji (a przecież śmierć Syna Bożego była kosmicznym kryzysem), z której nie można wyprowadzić dobra. Drogą do tego jest biblijne nawrócenie – zmiana myślenia. Właśnie wyjście z status quo. Pojednanie z Bogiem, które doprowadza do zerwania z wypracowaną strefą bezpieczeństwa jest kolejnym dowodem na to, że dokonało się moje osobiste spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem.

Pojednać się z Bogiem to znaczy żyć.

SŁOWO