Zaznacz stronę

Żeby kogoś poznać, trzeba zobaczyć, jak myśli, działa. Podobnie jest z Jezusem. Dzisiejszy tekst jest jedną z możliwości zobaczenia, jak Jezus myśli. W tej Ewangelii idzie pod prąd, na przekór idiotycznemu interpretowaniu Prawa. I to jest Jego ważna męska cecha. Liczy się dla Niego istota, sens, serce. Dopiero później jest Prawo. Zresztą to jest to, do czego wzywa Jego Ojciec: „Chcę bardziej miłosierdzia niż ofiary”.

Kiedyś powiesiłem na FB cytat z książki Winstona Grooma – „Forrest Gump”: Płyń z prądem, przyjacielu, i gdy Cię będzie unosił, leciutko mu pomagaj, omijaj rafy, walcz z mrokiem i nigdy, nigdy się nie poddawaj. Rozpętała się wtedy niemała dyskusja. Znalazły się osoby, które powołując się choćby na Jana Pawła II, stwierdzały, że chrześcijanin kategorycznie może płynąć tylko pod prąd. Uważam inaczej.

Chrześcijanin to człowiek, który ma myśleć, podobnie jak pokazuje to dziś Jezus w Ewangelii. On sam często mówił, że nie przyszedł znieść Prawa. A jednak dziś wcale skrupulatnie go nie przestrzega. Znam ludzi, którzy zawsze idą pod prąd i to wcale nie jest dobre. Często to „pod prąd” jest przykrywką zwykłej upartości, złośliwości i kompleksów. Znam też ludzi, którzy żyją przeciwnie i to jest zwykłym tchórzostwem i ucieczką. Mądrość polega na tym, że potrafię stosować obie zasady. Jezus kiedyś powiedział: „nie stawiajcie oporu złemu”. To nic innego jak to, żeby nie bronić swojego „ja” i szczęścia za wszelką cenę.

Poznaję Jezusa, który zaskakuje, ciągle, każdego dnia. Zaskakuje mnie np. w prostocie sakramentów. Spowiadałem się kiedyś u swojego kolegi Wojtka. Prosta spowiedź, bez wielkich słów. Znamy się jak „łyse konie”. A później razem, we dwójkę odprawiliśmy Mszę w małej kapliczce. Spotkałem Jezusa, który daje się nam, słabym (obaj z Wojtkiem jesteśmy połamani), nie ze względu na to, że zawsze płyniemy pod prąd, ale dlatego, że często okazujemy się słabymi zawodnikami.

SŁOWO