Zaznacz stronę

Uczniowie zasmucili się na wieść o tym, co ma się wydarzyć w Jerozolimie. Ciekawe, czy zasmucili się tylko dlatego, że bali się o Jezusa, czy może dlatego, że bali się o siebie? To dobra okazja, by znów zobaczyć i przyznać się przed samym sobą, o co mi chodzi w moim „chodzeniu za Panem Jezusem”? O Niego samego i Chwałę Bożą, czy o mnie i moje poczucie bezpieczeństwa?

Chodziło o podatek na Świątynię, nie na rzymskiego okupanta. Wydaje się, że Jezus rozumiał, że nie trzeba go płacić, był w końcu Synem Właściciela tej Świątyni. A jednak sam, kiedyś powiedział, że nie znosi Prawa, ale je wypełnia. Żeby więc nie być posądzonym o zerwanie z Prawem – postanawia zapłacić.

Cała ta historyjka, o tym skąd wzięli pieniądze, bardziej przypomina baśnie Andersena niż Słowo Boże. Jezus wysyła Piotra, by ten złowił rybę i właśnie z tej pierwszej konkretnej wyjął pieniążki. Hokus-pokus – jak to mówią dzieci i jest.

Kluczem do zrozumienia tej historii (według mnie) jest poczucie humoru, którego Jezusowi nie brakuje. Ci poborcy musieli mieć poważne, śmiertelne miny, w końcu czuli misję, a do tego przyłapali Jezusa na łamaniu prawa. Piotr zapewne też był w tej całej historii bardzo zasępiony. Nie dość, że dowiedział się przed chwilą o zbliżającej się śmierci Jezusa, to jeszcze ci przychodzą i się czepiają. A może nawet pojawiły się w jego głowie wątpliwości, że Jezus wcale nie musi być taki idealny, że z jednej strony mówi o szacunku dla Prawa, a z drugiej nie respektuje go.

Jezus się świetnie bawi. Bóg ma poczucie humoru, a to uczy nas dystansu do różnych sytuacji, które nas spinają. Piotr miał czas, by się trochę rozluźnić, a ostatecznie mieli rybę na obiad.

SŁOWO