Zaznacz stronę

VLOG

Chciałbym zaproponować trzy tropy, którymi warto w ten post wejść: cel, nawrócenie i uczucia.

Żeby ten dzień i 40 kolejnych miało sens, trzeba, byśmy pamiętali, ku czemu zaczynamy biec. Ku Zmartwychwstaniu, bez tego Wydarzenia cały Wielki Post nie ma najmniejszego sensu. I tylko w perspektywie tej Mety mamy szansę dobrze go przeżyć. Przeżywanie Wielkiego Postu bez podania celu będzie redukowaniem naszego wysiłku do praktyk czysto negatywnych. Będzie zmaganiem się dla zmagania. Ma to oczywiście także pozytywne strony, bo może ktoś schudnie, może ktoś przestanie pić, może ktoś wyjdzie z uzależnienia, jednak to za mało. Rezygnujemy z pewnych rzeczy, podejmujemy wyzwania, by uczyć się, jak robić miejsce w swoim życiu dla Boga.

Nawrócenie. W księdze Joela słyszymy: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, rozdzierajcie serca wasze. Nawrócenie to zwrócenie się ku właściwemu kierunkowi. Nawracamy na trasie, kiedy się orientujemy, że za daleko pojechaliśmy. Nawrócenie w tym kontekście to nic innego jak dwie rzeczy. Zobaczenie, że Bóg jako Osoba został nam gdzieś w tyle, a więc potrzeba decyzji z naszej strony o cofnięciu się. Drugą jest to, że kiedy już cofniemy się i nawrócimy, musimy wpatrywać się w Niego, by celu nie utracić. Nawrócić się sercem to nic innego jak zaryzykować. Nie oddaje się serca byle komu: nieznajomemu czy wrogowi. Ryzyko polega na zbliżeniu się do Niego i zobaczeniu jaki jest naprawdę. A jest bardzo skromny. Ewangelia mówi, że Ojciec zaprasza nas do izdebki, do miejsca osobnego. To nie jest Bóg prawa, nakazów, prostych wytycznych, po spełnieniu których odniesiemy sukces. Nie, to Bóg, który chce, byśmy z Nim się zamknęli w izdebce, bo chce mieć z nami intymną, niepowtarzalną relację.

Uczucia. Joel mówi: Pan zapalił się zazdrosną miłością ku swojej ziemi, i zmiłował się nad swoim ludem. Bóg, którego rozpoznajemy jako ludzie „ma” uczucia. Bóg nie jest świętym obrazkiem, przed którym uklękniemy, zmówimy paciorek i finito. Bóg jest „jak” twoja żona, twój mąż, córka, czy syn. Bóg jest jak przyjaciel. Nie można Go potraktować niejedzeniem w piątek mięsa lub paciorkiem na dobranoc. Nie można Mu zamknąć ust spowiedzią raz na rok, nie można zasłonić się popiołem na głowie. Bóg jest o nas bardzo zazdrosny. Dlatego moja propozycja na czas przygotowań do Wielkiej Nocy jest taka, byśmy odkryli swoje i Jego uczucia. Zaryzykuj i zacznij modlić się tym, co czujesz, co przeżywasz. Taka modlitwa jest dość niebezpieczna, bo staje się intymna. A to znów jak w naszych relacjach, dopóki spotykamy się z kimś w konwencji: pan-pani, uczeń-nauczyciel, itp., jest dość bezpiecznie. Jednak, kiedy pozwolimy drugiej osobie na spędzanie większej ilości czasu ze sobą, kiedy pozwolimy sobie i drugiemu na opowiadanie o swoich uczuciach, nawiązuje się niepowtarzalna intymna nić. A to jest ryzykowne.

Bóg w Wielkim Poście nie wzywa do umartwienia, ale wzywa do odkrycia miłości. Ba! Nie tyle do odkrycia miłości, co do wejścia w relację miłosną. Wtedy to, co nazywamy wyrzeczeniem, jest czymś naturalnym. Jak w każdej relacji miłości. Bo na tym ta miłość polega – na rezygnacji z siebie. Każdy, kto kogoś kocha lub kochał, wie, że miłość właśnie na tym polega, że chcę, potrafię i jestem gotowy na rezygnację z części siebie.

W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia. Tak mówi św. Paweł. Ja za Nim powtórzę. W imię Chrystusa proszę Was: pojednajcie się z Ojcem. Dzisiaj. Nie kiedyś. Dzisiaj. Bo to dziś jest czas zbawienia. Jako człowiek, jako chrześcijanin, jako ksiądz proszę was: pojednaj się z Bogiem i skorzystaj z zaproszenia do przygody miłosnej, intymnej, bo On jest o Ciebie zazdrosny. Nie z nienawiści, ale z miłości.

SŁOWO