Zaznacz stronę

„Gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły”. Gdyby ludzie w naszym otoczeniu wiedzieli, kim naprawdę jest Jezus, tak jak my to wiemy, gdyby ludzie w waszych szkołach i rodzinach mieli okazję doświadczyć tego, co my doświadczamy, już dawno zmieniliby swoje życie. To nie jest populistyczna gadka. To jest powiedzenie, że Jezus jest przez nas mało poważnie traktowany, że przyzwyczailiśmy się do byle jakiej modlitwy, do byle jakiego podejścia do życia i naszego chrześcijaństwa, że ogólnie „byle jakość” jest naszą domeną.

Jezus nie oskarża i nie osądza. Jeśli ktoś tak myśli, to jest człowiekiem skupionym na sobie i swoich odczuciach, nie otwarty na to, że nasza droga z Bogiem jest czymś delikatnym, o co trzeba dbać, bo samo się nie zrobi. On używa ostrych słów, bo Mu strasznie zależy, byśmy odkryli pasję w życiu z Nim. Byśmy w końcu przejęli się naszą wspólną walką, a nie jest tak, bo my się po prostu boimy się odsłonić przed innymi, przed sobą samym. Nasza modlitwa często jest karykaturą modlitwy. Źle się dzieje, kiedy wybieramy marnowanie czasu zamiast modlitwy. To jest letniactwo, bylejakość.

Jezusowi nie zależy na Kościele, w którym będzie 7 miliardów ludzi. Jezusowi zależy na Kościele, gdzie będzie 100 osób, ale osób, które chcą walczyć, które poważnie traktują Jego samego, swoje wyzwania i dzięki temu promieniują na innych. Słowo Boże nie jest po to, by nas łechtać i dostarczać nam bezpłatnych i miłych wrażeń, by nam emocjonalnie było lepiej. Nie. Słowo Boże jest wypowiedziane do nas, by nas pobudzać, by nas kierować ku życiu, ułudzie życia. Musimy w naszej życiu coś zmienić. Jezus coraz częściej nie jest dla nas Mistrzem, a staje się maskotką, choćby taką olimpijską. Niby wszyscy wiedzą jak ona wygląda, niektórzy ją kupują, eksponują, bawią się nią, ale tak naprawdę ona się nie liczy w Olimpiadzie.

Musimy budować na Nim. Na serio. Inaczej biada nam, jak sam dziś mówi. I nie idzie tu o straszenie nas piekłem. Tu idzie o „biada”, bo stajemy się ludźmi, którzy nie żyją naprawdę, tylko budują na swoich odczuciach, na tym, co dziś jest przyjemne lub nie. Pytanie, jak później będziemy budować nasze życie, relacje, małżeństwa, życie zakonne, prace, rodziny?

Po co nazywasz siebie chrześcijaninem? Bierzmy się do roboty, czyli własnego nawrócenia.

SŁOWO