Zaznacz stronę

Można do tej Ewangelii podejść sentymentalnie, przyjąć ją jako tekst, który ma pocieszyć biednych, uciśnionych i zmęczonych. Możemy zrobić to, co zarzuca nam wielu, że Bóg jest dla nas Kimś, kto ma nas tanio pocieszać i głaskać po ramieniu. Możemy po raz kolejny wyżalić się przed nim, zidentyfikować się z uciśnionym prostaczkiem. I emocjonalnie poczuć się lepiej. Ba, możemy się tu trochę użalać, nawrzucać Bogu, że nic nie robi, by żyło się nam lżej.

Jeśli jednak tak podejdziemy do tej Ewangelii to raczej się z Nim dziś rozminiemy. Bóg, który pokazuje się nam dziś w tych tekstach daleki jest od Boga – taniego pocieszyciela.

Staje przed nami Bóg, który ustami swojego proroka mówi o sobie tak. Pokorny – jedzie na osiołku. On zniszczy rydwany i konie, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, aż po krańce ziemi. Dziwny to rodzaj pokory, która rozwala wszystko, co staje na przeszkodzie. Dziwny z punktu widzenia stereotypów. Jednak to jest prawdziwa pokora, która wcale nie jest słaba, tylko jest silna. Silna, bo wie czego chce, a nie jest ucieczką przed wyzwaniem.

Tak, Jezus nas zaprasza, byśmy chcieli do Niego przyjść z tym, co boli, ale mówi też weźcie moje jarzmo. Jarzmo jest ograniczeniem. Każdy, kto pomaga innym, każdy kto kocha naprawdę wie, że nie ma prostych i tanich rozwiązań, że każde rozwiązanie jest ograniczeniem się. Wybór jest zostawieniem czegoś.

Szukanie spokoju, rozwiązania w Chrystusie, nie polega na tym, że zastosujemy jakąś technikę psychiczno-duchową, która raz na zawsze pozwoli nam poczuć się dobrze i będzie działać na całe życie. Istotą tego spokoju jest skrucha, ale nie polegająca na automatycznym przyznaniu się do grzechów i samo upokorzeniu. Skrucha rozumiana, jako pozbycie się fałszywych obrazów siebie. I tych na plus, i tych na minus. Skrucha rozumiana, jako pozbycie się tego wszystkiego, co sprawia, że przed Bogiem nie stajemy w prawdzie, tylko z taką, czy inną maską na twarzy.

Dopiero wtedy, lekkie jarzmo będzie opisem tego, co nazywamy naszym życiem duchowym. Dopiero wtedy życie z Bogiem nie będzie czymś, od czego uciekamy, bo się boimy, że nas tak, czy inaczej ograniczy, ani nie będzie ono ucieczką od codzienności.

Lewis pisze. Chrześcijaństwo to opowieść o tym, jak prawowity król – niejako w przebraniu – przedostał się na okupowane ziemie i wzywa nas wszystkich do wzięcia udziału w wielkiej kampanii dywersyjnej. Kiedy idziesz do kościoła – w rzeczywistości wysłuchujesz tajnej depeszy od sojuszników – to dlatego nasz wróg tak bardzo stara się byś tam nie chodził. Cytuję go, bo mówi to samo, co ciągle tu słyszymy. Jesteśmy w stanie wojny. Wielkim zwycięstwem złego jest to, że usypia nasze serca, że pozwalamy sobie na stan, który można by scharakteryzować, jakoś jest, jakoś to będzie. Każdego dnia tak próbujemy ułożyć nasze życie, by jakoś się udało przeżyć kolejne godziny. Bez pasji, namiętności, które zostawiamy sobie tylko na czasy wyjątkowe. Wchodzimy w kompromisy, by usprawiedliwić niechęć do przyjęcia słodkiego jarzma. Mówimy Bogu, tak pociesz mnie, ale zrób to w sposób magiczny, zawieś, jeśli o mnie chodzi, wszystkie prawa.

Słowo Boże przypomina nam, że jesteśmy w stanie wojny. Stawka jest wysoka. Paweł mówi, że jeśli będziemy żyli według ciała, a więc nie tak, jak chce Bóg, czeka na śmierć.

I na koniec sprawa najważniejsza. Jezus rozpoczyna od słowa przyjdźcie. Przyjdź to znaczy zrób ruch, zaryzykuj, podejdź do Niego i z Nim zagadaj. Odważ się na pogadanie z Bogiem, jak przyjaciel z przyjacielem. Nie chwal Go tylko, ale powiedz Mu, jak jest naprawdę. Tylko na fundamencie szczerości nasze serca są w stanie Mu zaufać. Inaczej będzie tylko strach.

KLIK