Zaznacz stronę

SŁOWO

Czytam dziś, że Jezus spojrzał na wszystkich z gniewem. Syn Dobrego Ojca wpada w gniew przeciw pobożnym bandytom. Takie postawy ciągle mają miejsce wśród pobożnych ludzi.
 Wielu jest takich, którzy WIEDZĄ jak ma wyglądać droga między Bogiem i człowiekiem. Wielu jest takich, którzy uważają, że jeśli zrobisz dokładnie tak, jak Ci oni powiedzą – będziesz owieczką, która podoba się Panu Bogu. Jest dużą pokusą chcieć mówić ludziom, jak mają wybierać, jak mają żyć, czego mają nie robić, zasłaniając się wolą Boga i tekstem: zawsze tak było. 

Co z tego Synu Dawida, że jesteś Bogiem i możesz uzdrawiać, ale nie wolno Ci tego robić w szabat. Nie wolno Ci Boże działać poza ramami, które my wyznaczymy. Ciekawe, że większość sporów Jezus ma z ludźmi religijnymi, z tymi, którzy wierzyli w Boga i Go wyznawali. Mnie nie chodzi o to, że mamy traktować religię jako coś złego. Chodzi o to, co Biblia nazywa metanoią –  zmianą myślenia, każdego z nas. I tych, co w tym siedzą i tych, co mówią, że żadna wspólnota nie jest potrzebna. Każdego dnia na nowo musimy zmieniać swoje myślenie, korygować je, dostrajać. Jeśli pewnego dnia powiemy sobie: już mam dobre myślenie o Bogu i Kościele, ja już wiem, jak to ma wyglądać, to jest to pierwszy dzień, w którym zaczniemy śledzić Boga, by Go pochwycić na dobru. A wtedy spotkamy Boga, który się wkurzy.

Jezus całe swoje życie walczył z udawaniem i głupotą pobożnych ludzi.
 Zaryzykujmy, nie bójmy się tego, że ludzie mogą pomyśleć coś złego o Kościele i o naszych wspólnotach. Jeśli tak myślą, to jest to dobry powód do tego, by się w tych wspólnotach nawrócić. Każde unikanie prawdy o naszej słabości, by nie doprowadzić do tego, że może ludzie się odwrócą, jest stawianiem granicy Bogu. Naprawdę przestajemy wierzyć w Wszechmoc Boga, jeśli się o to boimy. Co z tego, że ludzie zostaną w Kościele, jeśli w Nim nie spotkają Żywego Boga? A wierzę, że jeśli Go w Kościele spotkają, to w nim też zostaną.

Odpowiedź Jezusa na zarzut faryzeuszy jest prosta i zasadnicza. Odpowiada pytaniem. Z ich wydumanego problemu, przechodzi do zasadniczej sprawy – do życia. Ile w naszej apologetyce Kościoła i naszym sposobie wyznawania Boga i myślenia jest walki o życie człowieka, a ile w tym wszystkim jest tylko ochrony starych bukłaków, które wczoraj były dobre, a dziś są stare?

Zwróćmy uwagę na końcówkę tej Ewangelii. Jezus na tyle naruszył ich beton, że postanowili Go zabić. W imię utrzymania wszystkiego w ryzach, również po swojemu rozumianej religii, można zabić Syna Bożego.
 To o Jezusa tu chodzi. Nie o nas i nasze poczucie bezpieczeństwa.