Zaznacz stronę

W dzisiejszej Ewangelii, ludzie przychodzą do Pana i zadają pytania dotyczące czystości misek i kubków oraz dłoni. Jezus reaguje bardzo ostro. Pokazuje, że człowiek idzie na łatwiznę, że łatwiej jest mu zająć się czystością dłoni – wydumanym problemem, niż zająć się swoim sercem, intencjami i motywacjami działań lub zaniechań skierowanych ku drugiemu. Łatwiej zająć się pobokaliami, niż tym co istotne.

Ktoś powie, że my się nie zajmujemy takimi bzdurami jak obmycia rytualne. Może i nie, ale popatrzmy na inne sprawy. Kłócimy się o to, czy klękać albo stać podczas komunii, roztrząsamy, czy zjedzenie w piątek kromki ze smalcem jest złamaniem postu czy nie. Ilu jest zatroskanych chrześcijan, którzy potrafią atakować innych tylko dlatego, że ci modlą się inny sposób, nie używają pobożnych (według pierwszych) słów i nie robią wszystkiego, co powinni robić?

Swego czasu, w Krakowie po Mszy w intencji mężczyzn wychodziliśmy na spacer z Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Nigdy, przez ten czas, nie zaatakował mnie żaden przechodzień, nikt nie zgłaszał problemów. Jest tylko jedna grupa, która każdego miesiąca ma wiele zastrzeżeń. Bardzo pobożni katolicy. Czepiali się wszystkiego: nazwy eventu („na spacer można chodzić z psem, nie z Panem Jezusem”), tego, że idę w ornacie, nie kapie, że są dwie świece, nie sześć, że olejowe, nie woskowe, że nie ma baldachimu i dzwonków, że nie śpiewamy pobożnych hymnów, i wiele innych rzeczy. Wierzę, chcę wierzyć, że ci ludzie mieli dobre intencje, ale ich słowa i czyny mi w tym nie pomagały.

Zobaczmy, jak często wystawiamy etykietkę po wyglądzie, jakimś mało istotnym szczególe, który może być błędnie zinterpretowany czy dostrzeżony. Musimy sobie przypomnieć o jednej sprawie. O tym, by swoje serce na nowo nastawić na Boga. Jesteśmy stworzeni na obraz Boga. On stworzył nasze serca w taki sposób, byśmy się nie zajmowali sprawami nieistotnymi, ale szukali w drugim człowieku dobra. Nie haczyków na niego, nie przyklejania mu etykietek, ale dobra. Dla niego i o nim.

Ci faryzeusze myśleli, że znaleźli życie, że prawo jest czymś, co daje życie. Oni pomylili, jak to ktoś zauważył, bajoro z morzem. Zadowolili się tym, co miało im tylko pomóc. I tak może być ze wszystkim. Z miłością do dziecka, do kobiety, z powołaniem zakonnym, z kapłaństwem i Kościołem. Nawet z Bogiem. Można głosić Boga, mówić o Jego miłości do człowieka i nigdy się z Nim nie spotkać. 
Spora ilość ludzi zrezygnowała z prawdziwej Miłości. Skupili się na tym, co miało im tę Miłość przypominać i ich do Niej prowadzić. Wtedy się zaczyna dramat. Wtedy małżonkowie pouczają się nawzajem, szukają dziury w drugim, wtedy zakonnicy skupiają się na tym, czy rozliczyli się z każdego grosika i nie mówili po 22. Wtedy ważniejsze jest to, czy ktoś klęczy przy komunii i czy dobrze składa rączki do modlitwy.

Jezus jest dziś wkurzony na tych, którzy zajmują się pierdołami, udają pobożnych, a nie wchodzą głębiej. Wkurza się na ludzi, którzy mówią: Bóg jest dobry, i zaraz dodają: ale… Nie ma ale. Bóg nas wybiera nie po to, byśmy czuli się lepsi od innych, czy znajdowali sobie tych, którzy są od nas (w naszym mniemaniu) gorsi. On wybiera nas do misji, zadania, a nie tworzenia kolejnych kast religijnie czystych.

SŁOWO