Zaznacz stronę

Wielu dziś oburza się na wynik irlandzkiego referendum. Wiele już dziś przeczytałem opinii typu: laicka Irlandia, ten kraj pójdzie do piekła, wartości w Irlandii umarły, ich chrześcijaństwo jest martwe. Najdziwniejsze dla mnie są te, które mówią ludzie Kościoła, używając zwrotu: „ta Irlandia”… Kościół nie jest narodowy, grzech dotyka całego Kościoła, nie tylko jego części. Wiele widziałem dziś takich tekstów, które mają wspólny mianownik: jest źle, bo tamci ludzie są źli.

Nie znalazłem ani jednego tekstu, który przyznałby, że jedną z przyczyn tego, co się dzieje w Kościele (nie tylko w Irlandii) jest grzech samego Kościoła. Grzech, długo dobrze się mającej pychy. Długo Kościół mówił ludziom (pod przymusem) jak mają żyć, w jaki sposób myśleć. Długo Kościół przymykał oko na zło, które ludzie Kościoła robli najmniejszym… Długo udawaliśmy, że wszystko jest OK. Odkryliśmy nagle, że ludzie są grzeszni i słabi. Jedyną bronią jaką mamy jest oskarżenie o oto, że ktoś jest zły, nie zmieniamy tym nic poza naszym złudnym dobrym samopoczuciem.

Mam na swoim koncie kilka osób, o których wiem, że miałem wpływ na ich nawrócenie. To, co wspólne jest w tych historiach, to fakt, że zobaczyli Kościół, który im nie mówi, że są źli, ale że spotkali świadectwo wiary w to, że Bóg jest zainteresowany grzesznikiem, nie po to by wtrącić go do piekła, ale by go z piekła wyrwać.

Jestem bardzo przekonany, że jeśli Kościół (ludzie Kościoła) chcą być dziś przekonywujący, to musimy stać się sługami na kolanach. Jeśli sposobem Jezusa na zbawienie człowieka było pozwolenie na przybicie się do krzyża, a wcześniej uklęknięcie przed grzesznikami by umyć im nogi, to nie możemy inaczej. Nie możemy inaczej, jak uklęknąć przed zdrajcą i poprosić go o to, by pozwolił dać umyć sobie nogi. Jestem mocno przekonany o tym, że jedyny Kościół, który przyciąga ludzi do Jezusa, to taki Kościół, który nie idzie do ludzi, jak jeszcze jeden urząd szukający ich błędów, ale jak człowiek, który mówi: chcę ci pokazać, że w świecie, w którym jest tyle zła i cierpienia, jest nadzieja.

Na nic oburzanie, poza tym, że to fajne posty na fejsie i kilka lajków więcej, na nic mówienie o kolejnym upadającym narodzie na zgniłym zachodzie. Mówmy o Bogu, o Jezusie, który jest tak zakochany w człowieku, że kocha każdego, bez wyjątku, wierząc, że tylko On jest w stanie przekonać ich do Siebie i Prawdy. No chyba, że już nie wierzymy w Boga i za wszelką cenę chcemy utrzymać wpływy, poczucie władzy nad innymi, jak ci, którzy byli przed nami, po których dziś zbieramy żniwo braku wiary w Kościół. Ale wiemy już, że to nie działa, szczególnie dziś, kiedy ludzie mniej się boją grzmiących kaznodziejów.

Bói nas nie zapyta o to, jak głośno krzyczeliśmy na bezbożników, ale czy przed nimi uklękliśmy, by umyć im nogi.

Tylko Miłość, Kościele mój, działa lecząco na zło.