Zaznacz stronę

Maryja narodziła się, by zostać Matką naszego Pana.

Ewangelia dzisiejsza opowiada dzieje Izraela, wymieniając poszczególnych ludzi, mężczyzn i kobiety. Dziś niewiele dla nas te imiona znaczą, jednak kiedy weźmiemy do ręki Pismo Święte i wrócimy do kolejnych imion i połączymy je z historiami, okazuje się, że tworzą bardzo logiczną układankę. Bóg wybiera konkretnych ludzi, by stworzyli konkretną historię narodu, wybiera w ogóle konkretny naród, Bóg wybiera w końcu konkretną dziewczynę, by ta stała się Matką Jego Syna. Kiedy czytamy historie tych wszystkich wymienionych ludzi, to mało w tych historiach pobożności, więcej historii grzechu, upadków i dziwnych krętactw. Dziwnych ludzi sobie wybierał i wybiera. Można powiedzieć, kiedy się patrzy na wszystkich tych ludzi, że Bóg lubi ryzyko. Bo mógł przecież wybrać samych ułożonych, spokojnych i tzw. świętych. Nawet wybierając młodą, ubogą kobietę z Nazaretu, ryzykował przyszłością swojego Syna. Maryja, choć była dobrym człowiekiem, to jednak była biedna, a wiemy, jak bieda się ma do wychowania i przyszłości dziecka.

Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą. No właśnie, na nic się zda zachwycanie historią innych ludzi, którzy już wypełnili swoje zadanie, na nic się zda zachwyt nawet Matką Bożą i Jej wybraniem, jeśli się nie zachwycimy swoim wybraniem. Ktoś powie: a czym się tu zachwycać? Moje życie jest zwykłe, dla nikogo zasadniczo nic nie znaczę. Zna mnie niewielu ludzi, do tego nic szczególnego nie wydarzyło się w moim zwykłym życiu. Być może to i prawda. Jednak gdybyśmy wrócili do większości tych wspomnianych osób, to okazałoby się, że też tak o sobie mówili, mieli dużo wątpliwości odnośnie sensu tego, co robią.

Musimy się zmusić do tego, by chcieć zobaczyć więcej niż zwykłą szarą codzienność, by zobaczyć owo obdarzenie nas chwałą, w naszym zwykłym wyborze, w naszej codziennej drodze. Jeśli sami nie będziemy chcieli odkryć, że to, co jest moim życiem, pokręconym, nieraz smutnym, wydającym się bezsensownym zbiegiem okoliczności, ma sens, to nikt – nawet Bóg – nie sprawi, że to życie zacznie nas cieszyć.

Dobra Nowina nie polega na tanim pocieszaniu nas, że nasze życie jest piękne i usłane różami. Nie, ona polega na tym, że mamy się ucieszyć naszym takim, a nie innym wyborem, i taką, a nie inną codziennością. Wtedy nasze życie staje się Dobrą Nowiną dla innych. Z prostym przesłaniem, wszystko, łącznie z moim grzechem może mieć sens. Nie, że automatycznie ma sens, ale może mieć. Wybór jest w nas.

Maryja narodziła się, by zostać Matką Pana, a Ty?

SŁOWO