Zaznacz stronę

Moje życie porównuje do wielkiej szafy, w której jest mnóstwo zamykanych półek, półeczek i szuflad. Jedną z wielkich półek jest pięć lat życia we Wrocławiu. Na co dzień jest zamknięta, bo żyję dziś gdzieś indziej, ale czasem sobie do niej zaglądam. A to wyjmuję wspomnienia związane z jakimś człowiekiem lub grupą ludzi, a to innym razem przyglądam się jakiemuś odcinkowi mojej roboty, a to znów idę sobie na wirtualną wycieczkę po Grabiszynku czy Ostrowie Tumskim. Zdarza mi się wsiąść na wirtualny rower i z chłopakami zapuścić się w nocy na podwrocławskie ulice by przejechać kilkadziesiąt kilometrów i gdzieś na trasie położyć się na rozgrzanym asfalcie i patrzeć w gwiazdy. Często zaglądam na półkę związaną z miłością, której doświadczałem i oczywiście na półkę Wrocławskiego MAGISU. Przeglądam wtedy profile wielu osób i podglądam jak dorośli, jak się żenią, za mąż wychodzą czy wrzucają zdjęcia swoich dzieci.

Dziś z samego rana, po odebraniu przesyłki, przeniosłem się we wrocławski świat, a to dlatego, że Clemensianum sprezentowało mi kilkadziesiąt minut sentymentalnej podróży do tego wspaniałego miasta. Przysłali mi płytę z jedenastoma kawałkami, które często pojawiały się na naszych Mszach o 20.00 (stąd tytuł płyty). Prócz dawki dobrej muzyki, bardzo ucieszyła mnie mała informacja, że przyznają się do mnie, obok Staszka Tabisia, Jarka Studzińskiego i Andrzeja Pełki, że byłem ich opiekunem. Byłem, ale dość marnym – o wszystko musieli troszczyć się sami. Clemensianum to fenomen, grają od kilkunastu lat, wiele osób odeszło od zespołu, ale wiele też przez te lata przyszło nowych.

Wszystkich, ale szczególnie Wrocławian i ex-Wrocławian, zachęcam do nabycia tej płyty. Namiar na zespół znajdziecie TUTAJ.