Zaznacz stronę

Jan opowiada historię prostytutki przyłapanej na grzechu. Należało się jej, zgodnie z Prawem, ukamienowanie i śmierć. Nie można było przecież pozwolić by taka kobieta żyła wśród pobożnych ludzi. Ci, którzy ją przyłapują, szukają wyższej siły, która dokona za nich wyroku potępienia. To jest ciekawy mechanizm, kiedy bierzemy się za potępianie innych, często szukamy oparcia w prawie, zasadach i tradycji. Z pozoru wygląda to ładnie. My tylko bronimy zasad.

A jednak przecież żaden z nich nie jest bez winy. Zamiast przyznać się do swoich błędów można wyciągać na wierzch błędy innych, wykazując, że moje są mniejsze, a więc w domyśle: mniej istotne. Tu naprawdę nie trzeba wielkich rzeczy. Często dzieci mówią dostałem dwóję i zaraz dodają, ale Zenek dostał dwie. Dorośli obgadując innych dodają: to taka jędza – należało się jej.

W tej Ewangelii nie tylko ta kobieta jest przykładem na nawrócenie. Paradoksalnie, Ci którzy ją przyprowadzają także. Choć marnie zaczęli, to jednak po spotkaniu z Panem, potrafią się wycofać. Umieć się wycofać, to też nawrócenie. 
Izajasz powie, że nawrócenie, to niewspominanie wydarzeń minionych, nieroztrząsanie myśli dawnych. Po nawróceniu, czyli zostawieniu jakiegoś konkretnego zła, przyzwyczajenia czy myślenia muszę chronić siebie przed wspominkami. Wracać z sentymentem do grzechu, to tak naprawdę mówić, że teraz, kiedy go zostawiłem jest mi gorzej. Jeden przykład. Jeśli twoje nawrócenie polegało na odejściu od kochanki, to nie możesz wracać z sentymentem do spotkań z nią. Kochasz żonę, czy nie?

Jeśli będąc z Bogiem, tęsknimy do czasów, kiedy Go w naszym życiu nie chcieliśmy, to trzeba sobie zadać jedno proste pytanie: ile On naprawdę dla nas znaczy?
 Jeśli zaś nawrócenie dotyczy przebaczenia komuś, to nie mogę wracać do tego, co było. To jest trudne, ale jeśli się raz postanowiło przebaczyć, to trzeba być konsekwentnym. Nie mówię o wymazywaniu pamięci, ale o niewyciąganiu przeszłości przebaczonej, przeciw Drugiemu człowiekowi. Warto swoje nawrócenie rozpocząć od modlitwy, która pozwala człowiekowi na przesunięcie akcentów, już nie szuka grzesznika w sobie czy innych, nie szuka kamienia, ale pozwala podnieść oczy i spojrzeć w Jego oczy. Spróbujmy być jak Jezus, który ani nie potępił prostytutki, ani faryzeuszy. Wszystkim im, na sposób dla nich zrozumiały pokazał, że można żyć inaczej.

Niesamowitą jest sprawą to, jak łatwo Jezus tę prostytutkę rozgrzesza. Ona wcale się przed Nim nie znalazła, bo poczyniła rachunek sumienia z swojego życia i żałowała. Ona została tam przyprowadzona przez tych czystych. Być może wydarli ją z łóżka jakiegoś pana, co sobie chciał ulżyć. Przyprowadzili ją do Niego, by ją potępił, by usprawiedliwił ich wyrok. I wszystko w imię religijnego prawa. To była wina, jak mówi bp. Ryś, niewybaczalna. A Jezus wcale się tą kobietą nie zajmuje. Przesuwa akcenty, z problemu kobiety zwraca uwagę na nich: Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień. A wcześniej COŚ napisał na ziemi. Nie wiem, czy pisał do niej, czy do nich. I nie wiem co. Jednak poskutkowało. Została sama. 
Oni wydawali się być sprawiedliwi. Ich sprawiedliwość okazała się zwykłą podpuchą. Im nie chodziło o Boga, o sprawiedliwość, oni przyszli Boga na próbę wystawić. Zobaczyć, czy Ten, który uważa się za Syna Bożego, wpisze się w ich myślenie. Nie wpisał się. Odeszli, jak pobite psy, z podkulonymi ogonami. Religijne cwaniaczki.

A co z nią? Kazał jej odejść. Nie zadał pokuty. Powiedział tylko: nie grzesz więcej, ale nie powiedział: jak zgrzeszysz to już koniec. To jest gorszyciel. Przecież ona powinna obiecać poprawę.
Czasem można spotkać spowiedników, którzy w ładnych słowach potrafią wcisnąć grzesznika w posadzkę. Jak czuje się grzesznik, który przychodzi ze swoim grzechem do drugiego człowieka i do Boga? Każdy z nas wie. Warto to uczucie zapamiętać.

Biskup Grzegorz Ryś pyta: a gdzie podział się ów mężczyzna, który z nią współżył? Obronił swoją twarz, opinię, rozpłynął się. Paradoksalnie to ona stałą się bohaterką Ewangelii, nie mężczyzna. Grzech tej kobiety stał się jej drogą do Jezusa. Każdy twój grzech może się nią stać. Ten mężczyzna, owi faryzeusze, odeszli, nie spotkali się z Jezusem. Wniosek, może brutalny, zakrawający o herezję, ale jest jeden. Drogą do Boga jest grzech. Tylko człowiek słaby i grzeszny potrzebuje Boga. Spotka Go jednak tylko ten grzesznik, który nie odważy się rzucić kamienia na drugiego. Jeśli przed grzesznikiem stawiasz warunki, to powiedz sobie jasno – sam nie doświadczyłeś Miłosierdzia.
Nie gorsz się tym, że ci się to w głowie nie mieści. Bo to problem twojej głowy i wąskiego myślenia.
”Bóg nigdy nie zmęczy się tym, by nam przebaczać. Problem w tym, że to nas męczy proszenie Go o przebaczenie” – papież Franciszek.

SŁOWO