Zaznacz stronę

Znów szukają na Jezusa „haka”.

Spotkała mnie kiedyś zabawna sytuacja. Zadzwonił do mnie redaktor jednego z polskich portali i zapytał mnie o formację jezuicką. Po drugim pytaniu zapytałem wprost, czy rozmawiamy o naszej formacji, czy o konkretnym jezuicie (wybuchła z nim medialna afera). Pan się zaśmiał i powiedział, że oczywiście o jezuicie. Oczywiście to nie jest podobna sytuacja do tej, która spotkała Jezusa. Nie podejrzewam mojego ówczesnego rozmówcy o podstęp, a z takim przyszli do Jezusa faryzeusze. Jednak to, co jest wspólne tym dwóm sytuacjom, to „pytanie nie wprost”. Drugie dno. Pytam o coś, mając inne intencje, niż to się może wydawać. I tak było w tej Ewangelii. Przyszli wystawić Go na próbę, a dowiedzieli się prawdy.

I to nie jest problem faryzeuszów, dziennikarzy, ludzi mediów, kłamców wszelakiej maści. To jest problem z naszej codzienności. Pokazywania faktów tak, jak chcemy, kreowania tzw. rzeczywistości, by obronić coś, co nam daje poczucie bezpieczeństwa.

A prawda w każdej sprawie jest jedna. Brzmi ona bardzo prosto: „Będziesz miłował Pana Boga swego”. Konsekwencją tego fundamentu jest drugi krok: „Będziesz miłował bliźniego swego.” Miłość do Boga, która wyraża się w czynach, jest siłą do miłowania drugiego człowieka. Jak Rut, która – choć nie musiała – poszła w nieznane ze swoją teściową. Skazała się na niepowodzenia i klęski, bo ukochała swoją teściową.

Dopiero na tym fundamencie można rozpocząć rozmowę o prawie, które albo będzie upraktycznieniem miłości, albo stanie mieczem przeciwko Drugiemu. To dotyczy każdego prawa.

SŁOWO