Zaznacz stronę

SŁOWO

Powołanie sprawia, że człowiek idzie naprzód. Każdy, kto mówi o powołaniu w kluczu ofiary i poświęcenia, jest tylko zwykłym egoistą wpatrzonym w swoją wizję świata i Boga. Kiedy Bóg powołuje, a człowiek przyjmuje ofertę, w rachubę wchodzi tylko zysk. Boża propozycja zawsze tylko rozszerza horyzonty, nie zawęża.

Dziś wielu ludzi nie odpowiada na powołanie z prostej, banalnej przyczyny – są wystraszonymi egoistami skupionymi na swoich potrzebach. Przede wszystkim potrzebie bezpieczeństwa. Budujemy sobie wygodny świat, w którym coraz mniej jest miejsca na nieznajome, na coś, co z góry predysponuje człowieka do skreślenia go przez ludzi.

To nie Sobór Watykański II sprawił, że dziś jest mniej powołań. To egoizm ludzi Kościoła – nas chrześcijan – to sprawia. Dla jednych to będzie drugi człowiek, dla kogoś kariera, dla kogoś taka czy inna wizja Kościoła. Łatwo nam przychodzi robić rachunek sumienia (nie swojego) i znaleźć winnego. Prawda jest taka, że wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to, że ludzie w Kościele boją się zaryzykować.

Iść naprzód to wejść w przygodę poznawania siebie i Boga. Każdy z tych mężczyzn, których Jezus wybrał, coś zostawił, ale w tym momencie to nie było najważniejsze. To, co się liczyło, to fakt zobaczenia, że Ten, który ich zawołał po imieniu, okazywał się Wielką Perspektywą. W tej całej przygodzie pojawia się zawsze jeszcze jeden (ukryty, albo raczej przyczajony) uczestnik – zły. Ten, który powołanemu wmawia, że ten pomysł jest bez sensu, bo i tak „wszystko będzie po staremu”. To jest jad, który zabija w nas nadzieję na to, że Ktoś w ogóle może mnie wołać, i pcha mnie do tego, by myśleć tylko o tym, co dobre dla mnie „dziś”.

Zaryzykuj i idź za Nim, zacznij jednak jak On  – od modlitwy.