Zaznacz stronę

SŁOWO

Święty Paweł.

Niesamowity to był facet. Na początku gorliwy faryzeusz, który był do końca cały oddany sprawie. Można być gorliwym, ale niekoniecznie w sposób dobry. On, podobnie jak my, szedł za Bogiem. Na przykładzie Pawła widać wyraźnie, że można iść za Bogiem i równocześnie w Jego imię i tak zwanej sprawiedliwości – zabijać. I co ciekawe, Pan do jakiegoś czasu na to pozwala. Bóg nie działa gwałtownie, szanuje nasze złe pojmowanie drogi za Nim.

To, co nazywamy nawróceniem, tak naprawdę nie jest naszą decyzją, że ja się nawracam. To Jezus wkracza pewnego dnia do akcji. To On zwala Pawła na ziemię. Nasze decyzje o nawróceniu, choć często szczere, są dość słabe. Zazwyczaj asekurujemy się w nich, mówimy że coś tam zmienimy, zrobimy, ale pod pewnymi warunkami, przy sprzyjających okolicznościach. A Bóg wkracza i powala Pawła na glebę. Jest radykalny.

Historia Pawła świetnie pokazuje, że Bóg lubi rozwalać nasze plany i wizje życia, które tworzymy. Jego historia, ale i innych ludzi pokazuje, że Bóg nie cofnie się przed niczym, by dopiąć swego. Nie wiem, czy światłość była od Boga, czy to po prostu zwykłe słońce i ku temu bardziej bym się skłaniał. Bóg wykorzystuje różne sytuacje, by nas powalić. Ilu ludzi w końcu jest w stanie usłyszeć głos Boga, kiedy coś powali ich z wygodnego konia? Śmierć, choroba, bankructwo czy zwykła zrypka. Nie mówię, że Bóg przyciska sobie jakieś magiczne klawisze i zsyła nam różne trudności. Bliższe jest mi myślenie, że On po prostu wykorzystuje różne sytuacje, by do nas dotrzeć.

Prawdziwe nawrócenie całkowicie zmienia życie. Ono ma swoje konsekwencje w naszej codzienności. Nie tylko w naszym sercu, umyśle, ale w decyzjach i działaniu.

Ważną sprawą w nawróceniu Pawła jest to, że po osobistym spotkaniu z Panem Paweł posłany jest do wspólnoty w Damaszku. Nie zostaje sam. Dopiero spotkanie z Ananiaszem i wspólnotą pomaga Mu zweryfikować to czego doświadczył. Wspólnota często weryfikuje to, co przeżywamy. Że właśnie to jest miejsce na to, by zobaczyć czy to, co przeżywam jest prawdziwe. Nie da się być chrześcijaninem w pojedynkę. Potrzebujemy drugiego człowieka, kogoś kto będzie obok. Ten moment ze wspólnotą pokazuje też coś bardzo ważnego: neofita nie jest gotowy do ewangelizowania. Potrzebuje czasu na ochłonięcie, oswojenie się z nową sytuacją.

Ostateczną konsekwencją nawrócenia Pawła, ale i każdego chrześcijanina jest dzisiejsza Ewangelia. Idźcie i głoście na cały świat. A więc musimy iść i głosić. Jak? Codziennością, bo ta jest najtrudniejsza. Rzeczywistym przebaczeniem, szukaniem pokoju w naszych relacjach. W nieustannym pytaniu, w każdej sytuacji, co Jezus by uczynił?

A jeśli Mu uwierzymy i na serio będziemy szli za Nim – jest dla nas obietnica, że nic nam nie będzie. Że będą nadzwyczajne znaki. A tym znakiem być może nie musi być picie trucizny, ale na przykład szczere wybaczenie, szczere szukanie dobra w drugim człowieku, choćby najgorszym według moich kryteriów.