Zaznacz stronę

Idziemy na łatwiznę. Wolimy bożki niż Boga. Chrześcijaństwo jest czymś, co można by wyrazić słowem tęsknota.

Tęsknimy za ludźmi, za miłością, bliskością, intymnością. Tęsknimy za naszymi rzeczami, sprawami, miejscami ukochanymi. Tęsknimy za wspomnieniami. Tęsknota jest jednak doświadczeniem wspólnym wszystkim ludziom, bez względu na to, czy za Jezusem idą, czy nie. To, co wyróżnia naszą tęsknotę, to świadomość tego, że wszystko, za czym tęsknimy, jest tylko cieniem Boga. Jezus często się wkurza, kiedy jego rozmówcy chcą się zatrzymać na poziomie karmienia tęsknot, a nie zadają sobie trudu pójścia dalej, do Tego, do którego wszystkie nasze tęsknoty prowadzą.

Przypominając sobie, że tak naprawdę cały czas gonimy za Bogiem, możemy popatrzeć inaczej na naszą słabość. Ona już nie jest tylko wynikiem grzeszności, ale jest paradoksalnie śladem obecności Boga. Szukamy Go, choć czasem robimy to w sposób głupi. Żyjemy w religijnym napięciu, bo z jednej strony musimy jednoznacznie opowiadać się za tym, że grzech jest złem i nie ma z nim dyskusji, a z drugiej doświadczamy przecież tego, co i Paweł opisywał jako dramat człowieka, w którym ścierają się dwie siły, a on sam do końca nie wie, co i jak, robi i dlaczego tak się dzieje.

Czytam Ewangelię jako zachętę do tego, by znów obudzić serce i po pierwsze nie bać się swoich pragnień (również tych grzesznych, co nie znaczy, że one są do zrealizowania), a po drugie zobaczyć, że one wszystkie przypominają mi o Tym, który może mnie zaspokoić do końca. Ona mówi mi o tym, że patrzę nie tam gdzie trzeba i nie tak jak trzeba. I tak jest. Za każdym razem, kiedy zaryzykuję by iść na modlitwę i patrzeć na Niego – otrzymuję pokój. Nie spokój, ale pokój mający swoje źródło w tym, że On jest pewnością. Ja jestem chwiejnością.

Anna i jej mąż Joachim – czy oni mogli przeczuwać, ze ich Córka będzie Matką Boga? Nie sądzę. Nie widzimy wszystkiego od razu. I to nie jest wyrzut, a bardziej zaproszenie, by mieć włączone patrzenie głębiej niż tylko to, co widzę teraz.