Zaznacz stronę

SŁOWO

Potocznie nazywamy to święto: „Boże Ciało”. 

Wielu z nas ma problem z patrzeniem na ciała. 

Patrzymy na swojeciało i często cierpimy z powodu różnych jego niedoskonałości (realnych czy też tych, które sobie wmawiamy), nie potrafimy kochać swoich ciał, albo zbyt mocno je adorujemy i robimy różne rzeczy, które mają sprawić, że zawsze będziemy piękni. 

Patrzymy na ciała innych. Często patrzymy na nie z pogardą lub z wścibską ciekawością. Patrzymy też z pożądaniem; takim, które popycha nas do szukania dobra dla innych i kochania, ale i takim, które sprawia, że drugi człowiek (realny czy wirtualny) staje się dla nas środkiem do zaspokojenia naszych potrzeb. 

Co ciekawe, Bóg postanowił stać się człowiekiem. Jezus, jak możemy wywnioskować z Biblii, był dla jednych kimś, kto zachwycał, być może i jego ciało było pociągające, ale i miał taki moment w życiu, że był tak oszpecony, że nikt nie chciał na Niego patrzeć. Bóg wybrał ciało ludzkie, by zbawić człowieka. Bóg postanowił – tak wierzymy – zostawić nam swoje Ciało w postaci chleba. To przedziwny sposób. Kruchy, mizerny kawałek chleba, który można zniszczyć, nie zauważyć, kryje naszego Boga.

Tak jak naszym celem nie jestwpatrywanie się w swoje lub innych ciało, tak naszym celem nie jest wpatrywanie się w hostię. Wpatrywanie się zawsze powinno być środkiem. Patrzymy na siebie, innych i Ciało Jezusa, by jeszcze bardziej kochać. Nie chcemy się zatrzymywać na tym, co widzimy, ale na osobie drugiego człowieka lub Boga. A przez dostrzeżenie chcemy bardziej kochać. 

Zobaczcie, można się wpatrywać w siebie, drugiego człowieka i Boga, i to może nas doprowadzać do grzechu. Tak, wpatrywanie się w hostię też może prowadzić do grzechu. Zawsze wtedy, kiedy to robię tylko dla siebie. 

A można patrzeć się w siebie, drugiego i Boga, a przez to bardziej kochać. Bo patrząc w drugiego nie szukam swojej przyjemności, ale jego. 

Wszystkie trzy czytania mówią o jedzeniu. Może popatrzmy na to od bardzo prostej myśli. Jedzenie, to coś, co jest naszą codziennością. Bóg chce być naszą codziennością. On nie chce być jedzeniem odświętnym, ale codziennym. Jak chleb i wino, wtedy, w tamtej kulturze. Wiara w Eucharystię nie jest wiarą odświętną, ale taką, która bierze, je i pije Ciało i Krew Boga, by później zanieść Go w sobie. I mamy iść, nie mówiąc:wiesz mam w sobie Ciało Pana Jezusa, oddaj mi pokłon.Mamy Go wziąć w siebie i stawać się Nim. Ludzie mają poznać w rysach mojej twarzy Jego – we mnie obecność. 

Proszę was dziś o pokorę. Idziemy za Bogiem, który postanowił się schować w bardzo kruchym chlebie, który uniżył się, byśmy my mogli Go jeść i pić. Jest Bogiem pokornym. Więc jeśli idziemy z Nim, po kilku ulicach naszego miasta i parafii, musimy być jak On – cisi i pokorni. Ludzie będą patrzyli na nasze ciała, warto mieć tego świadomość, nie po to by udawać, ale by pytać się właśnie o, to czy moja twarz, moje ciało pokazuje twarz i ciało Jezusa.