Zaznacz stronę

Kiedy przychodziłem do hospicjum to starałem się najpierw zaglądać do pokoju pielęgniarek, po to, by zrobić mały wywiad. Wtedy dowiadywałem się, co słychać u Domowników, jak się czują, czy może ktoś w ostatnich dniach nie odszedł, albo kto zmienił pokój.

Któregoś dnia, Alicja wprowadzając mnie w to, co się dzieje na oddziale, zasugerowała mi, bym poznał Panią Krysię, bo ona chce mnie poznać. Kiedy wszedłem do sali numer 8, w łóżku po prawej stronie drzemała Pani Krysia. Starsza Pani (choć w hospicjum można się bardzo pomylić, co do wieku), o siwych włosach, z uśmiechem na twarzy. Przebudziła się, uśmiechnęła i powiedziała: „o, ksiądz Grzegorz”. Nie miałem wtedy koloratki, a widzieliśmy się pierwszy raz.

Przychodziłem do Pani Krysi, choć na kilka chwil, za każdym razem, kiedy odwiedzałem Hospicjum, nie była samotna, codziennie był mąż i rodzina, ale czułem, że ktoś spoza też czasem się przydaje. Czasem rozmawialiśmy poważnie, a czasem tylko żartując, o tym, co dziś leci z worka z pokarmem – czy kotlety, a może jakiś alkohol. Jednego dnia Pani Krysia zaprosiła mnie na swoje urodziny, które z rodziną postanowiła wyprawić w Hospicjum. Niesamowicie pięknie wyglądała. Lekki makijaż, fryzura, obok rodziny, która w liczbie kilkunastu osób zasiadła wokół urodzinowych przekąsek. Siedziałem koło niej i patrzyłem jak próbuje się cieszyć z innymi, jak pociesza swojego brata, który stracił kilka dni wcześniej wnuczkę, jak ciągle próbuje być wsparciem dla swoich bliskich, pomimo swojego cierpienia.

Pewnego dnia Pani Krystyna poprosiła mnie o zrobienie nam selfi, więc pstryknęliśmy to zdjęcie, które noszę w telefonie z dumą i pamięcią.

Piszę to wspomnienie w dniu, w którym czytamy historię żony Lota. Wraz z mężem, opuściła swój dom i to, co było dla niej ważne, by wyruszyć do nowego świata. Warunkiem by ta misja się udała było tylko to, by nie oglądać się wstecz. Oglądnęła się za siebie i wiemy, że miała zamienić się w słup soli.

Żona Lota jest świetnym symbolem tych z nas, którzy więcej energii poświęcają na kultywowaniu tego, „co było” niż tworzeniu dobra dziś. Wielu z nas boi się teraźniejszości i wyruszenia ku nowemu, dlatego tak bardzo broni swoich wspomnień i przeszłości. Czy mamy w takim razie całkowicie zerwać z przeszłością i nie pamiętać o tym, co było? Nie. To byłaby utopia. Żona Lota miała wyjść ze swojego starego życia z tym, co najważniejsze. Z bliskimi i potrzebnymi rzeczami, nie miał wyjść sama i bez niczego. Miała tylko nie patrzeć z sentymentem na przeszłość, która została.

Bohaterka mojego wspomnienia była osobą, która bardzo kultywowała przeszłość swojej rodziny, dbała o to, by to, co wydarzyło się kiedyś nie umknęło potomnym. A jednak przez okres pobytu w Hospicjum, pokazała, że żyje tu i teraz. Że choć życie postawiło przed nią trudną decyzję o wyjściu do Przodu, to nie chce się trzymać kurczowo przeszłości. Ona była, była piękna, ale nie da się nią żyć dziś.

Pani Krysiu, wierzę, że Pani już wie jaki jest Cel, i że warto było się nie odwracać do tyłu. Bardzo dziękuję, że mogliśmy się spotkać.

 

/Ps. Rodzina wyraziła zgodę na publikację zdjęcia./