Zaznacz stronę

SŁOWO

Co mam dziś napisać, co byście chcieli przeczytać, by się wam zachciało dziś walczyć? Co byście chcieli zobaczyć, by sobie powiedzieć: kurczę jestem młody, mam dość dużo od życia, że może warto byłoby zawalczyć teraz o jakość? Jakość to nie moralność, to nie brak grzechu. Jakość to szaleństwo i zobaczenie, że moja siła nie jest w tym, czy ktoś się dziś do mnie uśmiechnie i da mi wsparcie emocjonalne. Moje szczęście zależy ode mnie, i to nie na zasadzie, że sobie wmówię przed lusterkiem: jestem genialny. Trzeba sobie zadać trud i znaleźć to obdarowanie, które jest we mnie. JUŻ JEST! Muszę chcieć je zobaczyć, chcieć być odkrywcą wolności w swoim sercu.

Czasem jest tak, że oglądamy dobry film, jak choćby: Wszystko za życie, i wtedy chce się nam robić wielkie rzeczy. Czujemy, że naszym przeznaczeniem nie jest bylejakość i słabość, że naszym przeznaczeniem jest wielkość i przestrzeń. Nie dajmy sobie wmawiać, że jesteśmy mało znaczącymi ludźmi, z którymi nikt się nie liczy. Nie o wpływ na innych tu idzie, nie o to, że jak ludzie nas zobaczą, to się zaczną bać. Idzie o coś więcej, o to,  jak my sami na siebie patrzymy, czy czujemy power w sercu.

Czasem jest tak, że na chwilę, choćby na Eucharystii czy spotkaniu wspólnoty mówimy: będę walczył, nie dam się, idę wbrew temu, co czuję do przodu. A zaraz potem zaczynamy szemrać przeciwko sobie, mówiąc: tak naprawdę, ta walka nie ma sensu, nie ma sensu bycie z innymi, we wspólnocie, lepiej żyć tylko dla siebie, a inni niech będą tylko wtedy, kiedy są pożyteczni dla mnie. To jest wielkie kłamstwo, które zły sączy nam do serca, polegające na tym, że możemy mieć pragnienie ruszenia do przodu tylko przez moment. Nie dajmy się tak tłamsić. Możemy mieć takie pragnienia cały czas, co więcej możemy je realizować. Możemy być ludźmi, którzy nie bawią się w zasady typu: piątek 13-ego”, ale możemy być ludźmi, którzy idą świadomie i odważnie do przodu, owszem płacą za to cenę.

I właśnie dlatego Jezus staje dziś przed nami i mówi: Effatha – otwórz się! No otwórz się, nie bój się po prostu się otwórz, pozwólmy swoim pragnieniom, swoim marzeniom powiedzieć, że jest po co żyć. W końcu pozwólmy samemu Jezusowi na szaleństwo – pozwólmy Mu by dotknął naszych zmysłów i nas otworzył. Zaufajmy Mu, że On nie oszukuje. Nie jest tak, że chce nas mamić czułymi słówkami, a potem zostawia. On nie oszukuje, jak mówi, to robi, tylko chciej!!!

Pierwsze czytanie jest genialne. Demaskuje złego i jego sztuczki. Zobaczmy, on nie mówi: zrób to i to, zrób coś złego. Człowiek nie jest aż tak głupi. On wie dobrze, że nasze serce jest stworzone do przygody i do poszukiwania. A więc wchodzi w to, i niewinnie pyta: czy rzeczywiście Bóg powiedział? Wpuszcza do serca jad niepewności i zwątpienia, a co za tym idzie nutę podejrzliwości – jeśli Bóg coś przede mną zasłania, znaczy to nic innego jak to, że mi nie ufa. Diabeł idzie w zaparte, kiedy Ewa próbuje stawiać opór jest rozmiękczana: na pewno nie umrzecie, aż chciałoby się dodać, Bóg się tylko z wami bawi…

Co jest konsekwencją grzechu? Złamanie prawa, obraza boskiego majestatu? Nie. Owocem grzechu jest nagość i wstyd. Nagle widzą, że nic nie mają. Z nami jest czasem podobnie, budujemy swój wizerunek, budujemy image, sprzedajemy innym opakowanie, a tak naprawdę jesteśmy nadzy. Kiedy trzeba coś pokazać, okazuje się, że nie ma co.

A wiec walcz, nie bój się! Nie bój się nawet tego, że pojawią się dni, w których wszystko się wali. Nie bój się czułych podszeptów złego. Uwierz Bogu, który zaprasza do przygody, zaprasza do pójścia za Nim, ale nie jako pokutnik i cierpiętnik. Tylko chciej.

PROSZĘ