Zaznacz stronę

Co rusz w przestrzeni publicznej pojawiają się dyskusje o tym, czy dana osoba należy do Kościoła „otwartego” czy „zamkniętego”. Często te łatki przydzielane są przez pryzmat poglądów politycznych lub przez podejście: ‚bardziej sprawiedliwy’ czy ‚bardziej miłosierny’. Wiele razy już pisałem i mówiłem, że Kościół z natury swojej jest otwarty, Bóg zaprasza do wspólnoty każdego człowieka, stąd ta wspólnota jest otwarta. Nie jest twierdzą broniącą siebie samej. Nie może też Kościół być kimś, kto zajmuje się wykluczaniem, a patrząc na Boga, który umiera za każdego człowieka, musi się uczyć docierania do każdego.

Rozmawiałem dziś z Lechem i on nie wiedząc, co chodzi po mojej głowie, pomógł mi nazwać to coś. Intuicja, że podział leży gdzieś indziej towarzyszy mi od zeszłorocznych dyskusji o Czarnym Marszu, po Marszach Niepodległości czy niekończącej się dyskusji wokół Amoris Laetitia, a w ostatnich dniach wokół osoby ks. Adama Bonieckiego (szczególnie po moim tekście o uproszczeniach [KLIK]).

W dyskusjach tych wychodzi, że mam dwa Kościoły „zamknięte”. Bardzo symbolicznie skupione w dwóch grupach: pierwsza to osoby skupiające się wokół środowiska tradycjonalistycznego (bardzo szeroko rozumianego), a drugie wokół środowiska liberalnego (również szeroko rozumianego). Jedni i drudzy, kiedy bronią swoich tez i wizji świata, przyjmują zasadę: tak-tak, nie-nie. Jedni i drudzy nie chcą dać możliwości spotkania się pomiędzy i zobaczenia, że w każdym człowieku – nie tylko w tym, który myśli podobnie do mnie – jest dobro. Każda z grup tworzy porównania i obrazy, które dla drugiej strony są nie do przyjęcia.

Widziałem to wyraźnie podczas ostatniego spotkania z małą grupą społeczności mieszkającej w małym mieście na opolszczyźnie. Ludzie, którzy przychodzą na spotkanie z zamiarem dialogu, tak naprawdę przychodzą po potwierdzenie swoich tez. Nie da się jednak dyskutować o Prawdzie, której nikt nie posiada na własność, kiedy w drugim widzi się tylko zło.

Lechu wspomniał o abp Życińskim i jego powiedzeniu o „mentalności kapliczki”, często kojarzonej z środowiskiem Radia Maryja, ale prawda jest taka, że każda opcja ma swoje kapliczki, których nie chce otworzyć dla innych. Ta mentalność to wmawianie sobie i innym: „my jesteśmy mądrzejsi”, w podtekście: jesteśmy lepsi. Bo albo bardzo bronimy wartości, albo tak bardzo chcemy dialogu, że nie widzimy nikogo oprócz podobnych do nas, bo wtedy mamy poczucie dialogu.

Trudne to jest, bo to wymaga uderzenia się w swoje piersi. zapewne nigdy nie uda się przenieść tego myślenia na szerokie gremia, za dużo ludzi i środowisk straciłoby swoje argumenty (i amunicję przeciw drugim), a to wiązałoby się z osobistym nawróceniem (zmianą myślenia, decyzji i działania).