Zaznacz stronę

To jest pierwszy tekst na Wielki Post, z cyklu BANITY o jałmużnie. O idei przeczytasz TU.

Pieniądze zawsze były dla mnie ważne. Kiedyś dawały mi poczucie bezpieczeństwa i wzmacniały pewność siebie – oczywiście tylko wtedy gdy je miałem. Robiłem więc wszystko by je mieć przy sobie. Zbierałem, oszczędzałem, pożyczałem od innych (często zwlekając z oddawaniem, lub pomijając ten drobny szczegół), zdarzało się, że kradłem. Prawie nikt o tym nie wiedział, bo potrafiłem to ukrywać, dobrze się tłumaczyć i kamuflować moje przywiązanie do pieniędzy.

Kiedy jednak zdecydowałem się pójść za Jezusem (moje nawrócenie to osobna historia), dowiedziałem się, że to Jezus chce się o mnie troszczyć, opiekować się mną i moimi sprawami – w tym także finansami i sferą materialną. Słyszałem, że to Bóg chce być gwarantem mojego bezpieczeństwa, że to „On mój los zabezpiecza”, że „lepiej się uciec do Pana”, że „nie można służyć Bogu i mamonie”. Choć nie było łatwo (w człowieku ostatni nawraca się chyba portfel) przyznałem się do mojego przywiązania do pieniędzy i postanowiłem zaryzykować. Pamiętam dzień kiedy tak zdecydowałem i gdy była zbierana kolekta wywróciłem swój portfel do góry nogami i wysypałem na tacę wszystko co miałem (łącznie z papierowymi ☺) – na początku byłem zdziwiony, przestraszony i dziwnie pusty, ale zaraz potem poczułem pokój i wolność, której nie da się niczym zastąpić. Dla mnie było to przełomowe doświadczenie zaufania Bogu i rezygnacji ze swoich przywiązań.

Od tego czasu zacząłem pytać, uczyć się i studiować to, co na temat finansów i spraw materialnych naucza Biblia i Kościół. Zrozumiałem, że pieniądze nie są złe, ale złe może być moje do nich podejście. Przestałem się koncentrować na finansach i tym, że to one mają mnie zabezpieczyć, a zacząłem traktować je jako dar, którego ja jestem zarządcą, a Panem i właścicielem jest Bóg. Ważna tu była postawa mojego serca, która przekłada się na konkretne decyzje i czyny. W moim podejściu do pieniędzy nie ma lęku, bo wierzę i doświadczam tego, że Bóg się troszczy o mnie i moją rodzinę. Z zarobionych pieniędzy, razem z żoną odkładamy dziesięć procent, które przeznaczamy na potrzebujących – powierzam Bogu na modlitwie całe moje finanse i pytam na jakie cele je przeznaczyć. Staram się być uważny na to, co się dzieje wokół mnie i słucham tych którzy organizują pomoc dla potrzebujących, a czasem sam ich dostrzegam. Jednym razem jest to wykupienie obiadów dla głodnych dzieci w moim mieście, innym razem jest to pomoc dla potrzebujących zakonnic w zakonie kontemplacyjnym, kiedy indziej darowizna na edukację dzieci w regionach dotkniętych biedą. Wielokrotnie też Bóg pokazuje mi konkretne osoby czy ich dzieła – wtedy też staram się pomóc. Czasem jest to pomoc materialna, a czasem po prostu ofiaruję swój czas, umiejętności i nie biorę za to wynagrodzenia. Wymaga to ode mnie, abym nie ulegał zachciankom, a niejednokrotnie sprawdzenia komu pomagam, aby nie robić tego pochopnie. Mam jednak świadomość, że zarządzam majątkiem powierzonym mi przez Boga, a On jest ze mną w każdej sytuacji, doświadczam Jego wierności i pomocy w różnych sytuacjach.

Michał