Zaznacz stronę

Jestem przekonany, że część z nas, którzy śledzimy lub bierzemy udział, w różnych dyskusjach na temat uchodźców, słyszała już hasło: „ordo caritatis” – porządek miłości.

Dla mnie najbardziej zaskakujące było ono w ustach moich niektórych byłych uczniów z gimnazjum we Wrocławiu. W pierwszym momencie bardzo mnie cieszyło, że ludzie, którzy jeszcze parę lat temu nie czytali nic poza tym, co wyprodukowała ich komórka, teraz tak pięknie cytują św. Tomasza. Niestety to nie nagły pociąg do nauki klasyki czy przypływ wiary zagonił ich do czytania dzieł Tomasza. Po krótkiej wymianie zdań okazywało się, że ludzie ci po prostu „nie cierpią uchodźców”. Powtarzali pięknie brzmiące hasło, do tego błędnie wyjaśnione, usłyszane przez różnych przywódców (politycznych, organizacji, a nawet duchownych), którego kompletnie nie rozumieli. Nie oceniam ich poziomu intelektualnego, ale hasło to wyrwane z kontekstu chrześcijaństwa staje się właśnie niezrozumiałe.

Dlaczego skupiam się akurat na moich byłych uczniach? A no z prostego powodu – ci ludzie bardzo często, głośno manifestują z innymi, o podobnych do ich poglądach ludźmi, swoją niechęć do przyjmowania uchodźców. Bardzo świetnie, z kolei, wykorzystują to niektórzy politycy, którzy zbijają na tym kapitał polityczny. Świetnie wiedzą, że część ludzi w naszym kraju jest związana nie tyle z wiarą i Kościołem, co z tak zwanym „katolickim klimatem”.

Owszem Tomasz mówi o „porządku miłości”. Polega on na tym, że najpierw mam kochać Boga, później człowieka (ja, moi bliźni: żona, mąż, matka, ojciec, dziecko, sąsiad, współ-krajan i tak dalej). Ważne jest jednak to, że Tomasz mówi o porządku MIŁOŚCI, a nie porządku POMOCY. Tu rzecz ma się inaczej. W pierwszej kolejności pomagać należy temu, kto tej pomocy potrzebuje jako pierwszy. Tomasz, jeśli się już na niego powoływać, mówił także o jałmużnie i ta część jego nauczania jest do zastosowania w kontekście uchodźców. I właśnie, kiedy mówi o jałmużnie mówi o porządku, o którym wspomniałem powyżej. Rzecz idzie o to, że można pięknie wykorzystać formułę Tomasza, która zresztą wynika z Biblii, do tego, żeby niektórym osobom nigdy nie udzielić pomocy, bo zawsze są ludzie, których muszę kochać „najpierw”.

Czas już skończyć z tym zakłamaniem, że możemy brak realnej pomocy (jak choćby korytarze humanitarne) tłumaczyć chrześcijańskimi zasadami. Doszliśmy w kraju, o którym mówi się „chrześcijański”, ba – katolicki, do absurdu – brak pomocy tłumaczymy właśnie chrześcijaństwem. Ewangelia, która jasno mówi o miłości do obcych (przybyszów), do nieprzyjaciół, do tracenia życia dla innych, staje się pokrętnie wykorzystywana do tego, by w imię zasad – nie pomagać i mieć czyste sumienie. Tak być nie może!

Czas już na to, by jasno powiedzieć, że każdy, kto mówi: nie uchodźcom (i to w imię Ewangelii) – przestaje być chrześcijaninem, albo co najmniej poważnie grzeszy, czyli występuje przeciw Prawu Bożemu. Bardzo lubimy (niektórzy) mówić o tym, że trzeba być radykalnym (w wierze). Zgadzam się. Jednak ta radykalność nie polega (w chrześcijaństwie) na byciu „anty” Drugiemu, ale na byciu „pro life”. I tutaj bardzo pomaga „ordo caritatis” – Bóg pierwszy nas ukochał, a my na tę Jego miłość odpowiadamy. W konkrecie. Nie w kazuistycznym wytłumaczeniu swojego lęku i wygody.