Zaznacz stronę

Trzeba jej przyznać, że jest kreatywna. U jednych się ukrywa, u innych sprawia, że tworzą niesamowite rzeczy. Jedni, nawet przed sobą, nie przyznają się do znajomości z nią, inni mówią o niej każdego dnia. 

Odwiedza wszystkich: dzieci, młodych, dojrzałych i starców; wpada do polityków, biskupów, księży, kobiet, mężczyzn, gejów i lesbijek. Można ją spotkać u kasjerek i sprzątaczy, ale i prezesów. 

Na co dzień cicha towarzyszka milionów, dziś ma swoje święto i wszyscy o niej piszą i mówią. 

Czasem jest tak, że jadę na rowerze. Lubię szybko i dynamicznie, i nagle łapię się na tym, że ni stąd ni zowąd zrzucam bieg na dwójkę, zwalniam i nie mam siły dalej. Byle dojechać do celu. Waldka dopada, kiedy jedzie swoją wielką ciężarówką i musi zjechać na parking. 

Czasem jest tak, że ktoś idzie na strych, w ręku trzyma sznur, idzie by nie wrócić, ale wraca, bo nie tyle nagle zaczął chcieć żyć, ale nie ma siły, by zrobić te wszystkie rzeczy: przewiązać o coś sznur, wziąć krzesło itd. Energia się skończyła. 

Wczoraj skoczył M. przeżył, leży w śpiączce. Będzie musiał się kiedyś obudzić. 

Czasem znajdzie się jakiś znajomek i powie ci: to twoja wina. Powinieneś się wziąć w garść, przeczytać książkę, obejrzeć jutubera, a najlepiej swoje nagrania sprzed lat i się pomodlić – wtedy przejdzie. 

Innym zaś razem znajomki nie wytrzymują – odchodzą, bo nie wiedzą, co i jak robić. Mają dość, bo nie wiedzą czy dziś da się z tobą gadać, czy znów będziesz mówić o tym, że nie ma sensu. 

O tak, znajdą się też tacy, co zawsze mówią: idź do psychiatry i psychologa. Jakby nie wiedzieli, że przecież nie siedzą oni w każdym kiosku z gazetami, i że jest to tak samo dobra rada, jak wtedy, kiedy zgwałconej osobie się mówi: idź to zgłoś. Bo przecież w tych komendach i prokuraturach czekają właśnie na ciebie.

Są i tacy, co ze szczytów swojej nieludzkiej duchowości powiedzą: to twoja wina, to twoja słaba wiara, bo gdybyś wierzył, to Jezus by cię uwolnił. A niektórzy nawet powiedzą, że to diabeł cię opętał. 

Nie rozumiałem jej, dopóki nie siadłem z Marysią na huśtawce, przed pogrzebem Kuby, który skoczył i nie usłyszałem z ust matki: „bo jego życie ZA BARDZO bolało”.  

Dziś pojechałem na rowerze, świeci słońce, zrobiłem trochę kilometrów. Czuję się dobrze. Zrobiłem dwa selfiaczki. Na jednym się uśmiecham, na drugi zmuszam się do smutnej twarzy. Zazwyczaj jest na odwrót. 

Depresja. 

#depresja

#Dzieńwalkizdepresją

WAŻNE