Zaznacz stronę

6905745
SŁOWO
Dzisiejsze słowo trzeba odczytać w kontekście słowa z zeszłej niedzieli. Mowa wtedy była o wielkiej miłości Boga do grzesznika, o miłosiernej miłości Ojca, który wbrew logice i prawom ekonomii szuka owieczki, szuka pieniążka.
Pokazuje nam kryteria prawdziwości tego, czy my, to przebaczenie przyjmujemy. Podstawowym kryterium są nasze relacje. Ułudą jest więź z Bogiem, która nie ma przełożenia w odniesieniu do drugiego człowieka, do bardzo konkretnych spraw codziennego życia.
Pierwsze czytanie mówi o kombinowaniu i omijaniu przepisów dotyczących pracy. Ile jest innych dziedzin, w których my je omijamy? I nie chodzi tu o kodeks karny. Chodzi tu też o wszystkie sytuacje, w których – niekoniecznie podparci omijaniem prawa – robimy innym świństwo, wykorzystujemy innych do naszych interesów. Od zysków materialnych, poprzez korzystanie z ich własności intelektualnej, wykorzystując innych psychicznie, w chorych relacjach, aż do pornografii i pogardzania inaczej myślących.
Pan tu nie dyskutuje, mówi krótkie nigdy nie zapomnę wszystkich ich uczynków.
Jezus wcale nie chwali w tej Ewangelii kłamstwa i kombinowania. Owego zarządcę pochwalił jego pracodawca. Jezus wykorzystuje tylko tę historię do tego, by pokazać, jak wielką mamy się wykazywać upartością by osiągnąć cel. Co jest owym celem? Pozyskanie ludzi i wierność.
Wydaje się, że kartą przetargową, jeśli o takowej można mówić, naszego spotkania i tu na Ziemi i później, będzie to, jak i czy pozyskaliśmy ludzi. Pozyskaliśmy do dobrego życia, do życia z Nim. Pozyskać człowieka, to oddać mu jego godność, przez niewykorzystywanie go i niecieszenie się z jego upadku.
Wierność – druga sprawa. Stara zasada, którą Jezus przypomina – będziesz wierny w małych sprawach, będziesz takim i w dużych. Jak nauczysz się kombinować w małych sprawach, w ukryciu, kiedy wydaje się, że nikt nas nie widzi, tak będziesz robił w dużych. Stary mechanizm, uczymy się od małych kroczków.
Nie da się żyć na dwa fronty. Nie da się być człowiekiem w rozkroku, albo idziemy z Jezusem, albo nie.
To jest bardzo trudne wymaganie, ale pamiętajmy, że słyszymy je po wyznaniu, nam, miłości przez Boga, który z miłości do nas zawiesza tzw. logikę. Tylko w takim kontekście możemy czuć się zaproszeni do trudnego zadania. Niech nikt nie próbuje przeskoczyć tego etapu.
To jest super ważne, bo w tym tekście widać dyskretnie obecnego wroga naszej, z Bogiem przygody. Ów zarządca został oskarżony o trwonienie majątku przez anonimowych ludzi. Nie wychodzą z cienia. Zrobili swoje zadanie i to im wystarczy, wprowadzili podejrzenie i zamęt. Jeśli owym zarządem jest nasze życie, to i my możemy być oskarżani, zostajemy oskarżani przez nieprzyjaciela, który źle się czuje, kiedy nam się dobrze wiedzie.
Bóg nie przychodzi i nie stawia wymagań od tak. Jeśli taka myśl sie pojawia, to nie od Niego. On przychodzi, i najpierw Ci mówi o swojej miłości. Prawdziwej. Później dopiero pokazuje, że owa miłość nie jest tylko mrzonką, ale jest prawdziwa. A prawdziwa miłość ma to do siebie, że lubi się pokazać w czynach.
Wiem, że mówienie o wierności we wszystkim, więcej słuchanie o tym i życie tym, jest bardzo trudne. Wierzcie, że nie przychodzi mi mówić o tym łatwo. Samemu jest mi trudno być wiernym, szczególnie wtedy, kiedy nikt mnie nie widzi. Jednak czuję i wiem, że tak trzeba, że to najlepsza droga.
Nie pozwólmy sobie w tym tygodniu wydrzeć prawdy, że On jest z Nami. Nie jak Pan, który nas śledzi i osądza z jakości roboty, ale jak Bóg, który naprawdę nas strasznie kocha. A Jego wymagania są konsekwencją. Ostatecznie Jego wymagania, chronią innych ludzi, którzy też mają prawo do miłości, choć może grzeszą więcej od nas.