Zaznacz stronę

SŁOWO

W tej modlitwie najważniejsze jest słowo: „Abba”, Ojcze, Tatusiu. To „słowo” jest tylko na pozór sielankowe. Dobrze wiemy, że nawet kiedy ma się super ojca, to przychodzi taki moment, w którym relacja ojciec – dziecko staje się trudna. I tu kolejne zastrzeżenie: trudna, nie znaczy zła.

Relacja z ojcem ma w sobie coś z dystansu, który sprawia, że każda czułość, przytulenie stają się świętem, na które się czeka, do którego człowiek się przygotowuje, nastawia. A kiedy już się wydarzy, staje się kanwą wielu opowieści.

Słowo „ojciec” mówi o tęsknocie do Boga, o tym, że jest w nas taka część, która nie pozwala zamknąć wiary do religii, katechizmów, Tradycji, czy Pisma Świętego. To słowo, albo raczej relacja, sprawia, że człowiek ciągle jest niespokojny, bo wie, że nie jest w stanie opisać tego Kim Ojciec jest i jaki jest.

Ten fragment zaczyna się od świadomej samotności Jezusa. I to jest ważna wskazówka, nie da się poznać Ojca bez samotności. Ojciec pokazuje dziecku na osobności, jaki jest. Inaczej objawia swoje ojcostwo, kiedy obok są inni. Istota objawia się dopiero na osobności.

Myślę, że zrobiliśmy sobie dużą krzywdę, czyniąc z „Ojcze nasz…” kolejną formułkową modlitwę. Nie wiem, czy Jezus miał to na myśli. Dla mnie słowo „Ojcze” na początku wskazuje na to, by iść za sercem, by mówiąc „Ojcze”, otworzyć się na Ducha, który podpowiada, co mówić. „Ojcze” jest kluczem do serca Boga i do mojego serca, łamie bariery i religijne usztywnienie. Daje swobodę tak wielką, by wdrapać się na kolana Boga i tam być. I tak się modlić.