Zaznacz stronę

W tej modlitwie najważniejsze jest słowo: „Abba”, Ojcze, Tatusiu. To „słowo” jest tylko na pozór sielankowe. Dobrze wiemy, że nawet kiedy ma się super ojca, to przychodzi taki moment, w którym relacja ojciec – dziecko staje się trudna. I tu kolejne zastrzeżenie: trudna, nie znaczy zła.

Relacja z ojcem ma w sobie coś z dystansu, który sprawia, że każda czułość, przytulenie stają się świętem, na które się czeka, do którego człowiek się przygotowuje, nastawia. A kiedy już się wydarzy, staje się kanwą wielu opowieści.

Słowo „ojciec” mówi o tęsknocie do Boga, o tym, że jest w nas taka część, która nie pozwala zamknąć wiary do religii, katechizmów, Tradycji, czy Pisma Świętego. To słowo, albo raczej relacja, sprawia, że człowiek ciągle jest niespokojny, bo wie, że nie jest w stanie opisać tego Kim Ojciec jest i jaki jest.

Ten fragment zaczyna się od świadomej samotności Jezusa. I to jest ważna wskazówka, nie da się poznać Ojca bez samotności. Ojciec pokazuje dziecku na osobności, jaki jest. Inaczej objawia swoje ojcostwo, kiedy obok są inni. Istota objawia się dopiero na osobności.

Myślę, że zrobiliśmy sobie dużą krzywdę, czyniąc z „Ojcze nasz…” kolejną formułkową modlitwę. Nie wiem, czy Jezus miał to na myśli. Dla mnie słowo „Ojcze” na początku wskazuje na to, by iść za sercem, by mówiąc „Ojcze”, otworzyć się na Ducha, który podpowiada, co mówić. „Ojcze” jest kluczem do serca Boga i do mojego serca, łamie bariery i religijne usztywnienie. Daje swobodę tak wielką, by wdrapać się na kolana Boga i tam być. I tak się modlić.

I jeszcze o I czytaniu: Bóg przebaczył pogańskim Niniwitom, wbrew wszelkim religijnym intuicjom Jonasza. Bóg zrobił coś, co nie podobało się temu Hebrajczykowi. Jonasz miał swoją wizję tego, jak Bóg powinien działać. On wiedział „lepiej”, co Bogu wolno, a co nie. Czuł, że Bóg jest Kimś innym od niego, co do istoty i przede wszystkim inny w działaniu, dlatego, jak sam przyznaje, chciał od Niego uciec. Pan musiał ponownie przemówić do Jonasza, bo ten uciekł. Choć znał Boga, to jednak myślał, że uda mu się zagłuszyć Jego głos, zwiać w swoje sprawy, swoje życie i wizje.

Jonasz, który miał głosić nawrócenie, sam musiał się nawrócić. Ten, który miał powiedzieć ludziom o konieczności zmiany, sam musiał dokonać zmiany polegającej na tym, że to nie on jest sędzią ludzi i świata, nie on ustala, co dobre i co złe, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe. Jonaszowi chodziło o zobaczenie Bożej zemsty, nie chciał dopuścić do swojego myślenia faktu Miłosierdzia Bożego.

I to kocham w moim Bogu, że On ciągle jest inny ode mnie, że ciągle jest w Nim coś, co mi się nie podoba, albo przynajmniej chciałbym, by było inne.

SŁOWO