Zaznacz stronę

Skoro mam się nie bać Boga, to nie mogę też bać się zadać pytania, o to, jakim ojcem jest ten z przypowieści skoro nie miał dobrej relacji z żadnym z synów?

Jeden z nich był na tyle bezczelny, że pochował ojca za życia, żądając majątku. Nie dzieliło się majątku za życia ojca. Drugi, jest obecny, ale tak naprawdę jest pełen rozżalenia. To przecież nie jest tak, że ten żal się pojawił dopiero po powrocie młodszego.

Ojciec nie przekonał żadnego z nich do siebie. Choć z drugiej strony każdy z nich był do niego przywiązany i każdy z nich, w nim znajdował spokój. Może na tym polega dramat Miłosierdzia, że Bóg nie traktuje nas jak przywiązanych, ale godzi się na to, że Jego relacja do nas nie jest doskonała?

Chodzi mi o to, byśmy nie bali się patrzeć tylko w porządku: my – wielcy grzesznicy, On – wielka doskonałość, ideał. Zobaczmy coś więcej.