Zaznacz stronę

Odświeżmy dziś naszą pamięć.

W drugim czytaniu Bóg przypomina, że jesteśmy Jego dziećmi. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów (córki) przez Jezusa. Przypomina i jakby dopowiada, że motywem wzięcia nas za swoje dzieci jest MIŁOŚĆ. Nie wybrał nas dla kaprysu, dla niewolnictwa, ale z miłości. Wszystkie inne motywacje, które pojawiają się w naszej głowie i sercu, pochodzą od złego. Wszystkie podejrzenia, że Bóg się nami bawi, że nas zostawił, że chce nas zniewolić pochodzą od złego.

W jakim celu nam to wszystko znów przypomina? Paweł taką daje odpowiedź: Byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania.

Spotykam sporą ilość ludzi, która nie wie po co żyje. Rozmawiam z ludźmi młodymi i w średnim wieku, którzy twierdzą, że ich życie jest bez sensu. Często, podczas tych rozmów wychodzi właśnie to: brak powołania, w sensie celu w życiu. Celu trzeba szukać, on nie spada z nieba, łatwo też zagłuszyć potrzebę szukania, narzekaniem, że wszystko jest do niczego, życie to pasmo wydarzeń, na które nie mamy kompletnie żadnego wpływu. Ludzie poddają się często już na samym początku walki o siebie i o cel, bo od razu chcieliby dużo, wszystko, i to takie wszystko, jakie sobie wymarzyli, ba, żeby wymarzyli, często skopiowali z różnych filmów i książek, z innych ludzi.

Tymczasem Chrystus wzywa nas, byśmy szukali w realności. Byśmy nie kopiowali, ale tworzyli. Na początku było Słowo. Święty Jan zapewnia nas, że u początku wszystkiego, nie rozstrzyga jak ten początek wyglądał, było Słowo, które jest Synem Bożym. A więc na początku była osoba. Możemy tutaj pozostać na poziomie filozoficznych rozważań, ale możemy też zapytać się, co jest u mojego początku, co jest moim początkiem, podstawą? Warto zadać sobie trud, by zobaczyć jak bogate jest moje życie.

W Sylwestra, jak wielu ludzi popatrzyłem na ostatni rok, byłem bardzo zdziwiony ile było tego wszystkiego, tyle dobra się wydarzyło. Zrobiłem ten przegląd, by się tym ucieszyć, by zobaczyć, jak bardzo jestem obdarowany. Na co dzień tego nie widzimy i często nie chcemy widzieć. Zobaczyć dobro w swoim życiu, to zobaczyć, co jest moim początkiem, od czego startuję. Zobaczyć dobro w swoim życiu, to zobaczyć kolosalną robotę, którą wkładam w jakość tego życia, ale to także zauważyć Ojca, który czyni mnie swoim dzieckiem, w konkretnych sytuacjach życiowych, w moich wyborach: codziennych, duchowych czy moralnych.

Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Naprawdę każdy z nas otrzymał bardzo dużo. Tylko chciejmy to dostrzec. To jest tak jak w niejednym małżeństwie, kiedy mąż mówi: moja żona już nie jest taka, jak kiedyś; kiedy żona mówi: on się strasznie zmienił. A ja się pytam, ile trudu sobie zadałeś, by docenić gotowanie swojej żony, by docenić czyste okna i wypucowaną wannę? A ja się pytam, ile trudu sobie zadałaś, by docenić, co miesięczną wypłatę swojego męża, by docenić dokręcony kran? Ilu z nas mówi: Bóg nic do mojego życia nie wnosi. A ja się pytam, ile trudu sobie zadaliśmy by w ogóle móc dostrzec, to Kim On dla mnie jest?

Mówi się, że Polska to katolicki kraj. To duże nadużycie, jeśli nie kłamstwo. Polska, to kraj pełen ludzi mówiących, że są katolikami. Mówię o tym dlatego, że życie w takiej katolickiej masie na co dzień, sprzyja temu, by się zwalniać z osobistej odpowiedzialności. Wyjdźmy z tłumu, pozwólmy by synowie i córki Ojca, zmienili ten świat. To nie jest utopia. To jest wezwanie, byśmy sobie przypominali, przy najmniejszej decyzji, co jest naszym powołaniem. Zanim zaczniesz krzyczeć na swoich w domu, zanim wpiszesz adres strony pornograficznej w przeglądarce, zanim pójdziesz za swoimi popędami, zanim zadzwonisz do swojej koleżanki, bo się z żoną nie dogadujesz, zanim powiesz, że aborcja i eutanazja jest OK., zanim ściągniesz na kolejnej kartkówce, czy wyciągniesz żyletkę, by sobie zadać ból, przypomnij sobie co jest twoim powołaniem. To jest wyjście z tłumu, który robi to, co inni robią. To jest przypomnienie sobie, w konkrecie, co znaczy być synem, córką Boga.

Bóg nam dał Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem i córką.

SŁOWO