Zaznacz stronę

SŁOWO

Dużo mówi się o odpowiedzialności, że trzeba przewidywać skutki swoich działań, patrzeć na okoliczności, w których podejmuje się wszelkiego rodzaju aktywności. Dziś, według niektórych, nawet ewangelizacja musi być dopracowana do szczegółów.

W tej perykopie wychodzi to, co najgorszego może przytrafić się mężczyźnie – lęk, który objawia się w skrajnym egoizmie. Jestem przekonany, że Jezus znał swoich uczniów na tyle, że wiedział o tej ich cesze. Dziś wielu z nas, szczególnie tych piastujących urzędy i funkcje, nadużywa słowa „odpowiedzialność”. Dziś tak łatwo przychodzi mówić o tym, że trzeba „myśleć”, mieć plany i strategie, ryzykować, działać w rejonach trudnych, ale to jest często tylko piękna teoria.

Jezus o tym nie gada, ale to robi i tego uczy swoich następców. Pojawia się kilkanaście tysięcy ludzi na spotkaniu, podczas którego Jezus naucza. Żadnych kramów z jedzeniem, żadnych toi-toi, nie ma służby medycznej, policji, sektorów. Nic. Wszystko inaczej niż przewidywałyby dzisiejsze procedury. W tym wszystkim nikt nie pomyślał o jedzeniu.

Apostołów było dwunastu, do tej ekipy trzeba dołączyć Jezusa. Trzynastu mężczyzn do wykarmienia. Bardzo musieli też być zmęczeni, być może myśl o pięciu chlebach i dwóch rybach dawała im jakieś poczucie ukojenia, choć zapewne to także musiało ich przerażać. Ich chleby to nie jest nasz chłopski chleb ważący kilka kilogramów. Te dwie ryby to nie były wieloryby. Ich było trzynastu. W końcu, któryś z nich otrzeźwiał i właśnie w imię odpowiedzialności prosi Jezusa, by odesłał ludzi do wiosek na posiłek. Jasne, można słuchać Mistrza, ale jeść trzeba, a wiemy, co dzieje się z człowiekiem, który jest głodny, jak potrafią zmienić się nastroje głodnego tłumu. Chcieli uniknąć draki.

Mieli przecież prawo do tego, by odpocząć od tego tłumu, by pozwolić sobie na chwilę samotności i odpoczynku. A Jezus to wszystko wywraca. Wy dajcie im jeść. Ciekawe, jakie myśli pojawiły się w ich głowach? Jest niepoważny. Zwariował. Jak On to sobie wyobraża. Zaraz nas tutaj rozszarpią. Co? Ilu nakarmimy – dwie, trzy osoby?

Jezus porządkuje. Nie wchodzi w ich emocje, nie bawi się w tłumaczenie. Każe im tylko uporządkować tłum, sadzając ich w grupy. Ci z tyłu zapewne nie wiedzieli, co się dzieje, musiało upłynąć trochę czasu, zanim ten tłum został opanowany. I się zaczęło. Łamał i dawał apostołom, oni przekazywali dalej. Chleby i rybki szły do tyłu. Do wszystkich. Ciekawe, czy ludzie, którzy mieli swoje jedzenie, a na pewno niektórzy mieli, dokładali się do tego cudu? A może było tak, że wielu miało jedzenie, a to, co zrobił Jezus było tylko zapalnikiem do dzielenia się? Z bardzo źle zorganizowanej imprezy plenerowej wyszedł jeden z największych cudów.

Warto zobaczyć dziś dwie rzeczy w sobie. Na ile to, co nazywamy odpowiedzialnością – jest nią naprawdę? No i te lęki ukrywane mocno w sobie, które zamieniają się później w takie działanie, które z wierzchu wygląda odpowiedzialnie, a w rzeczywistości jest próbą ukrycia swojego wystraszonego serca.