Zaznacz stronę

Dzisiaj Bóg mówi wprost, że jest odpoczynkiem.

Nasze życie, bez względu na to, jak długo trwa, jest pełne umęczenia, troski i lęku. Boimy się tak wielu spraw. Samotności, utraty ukochanych osób, śmierci, biedy, choroby, dzisiejszego dnia. Boimy się też utraty swoich racji i „twarzy” przed innymi. Jesteśmy często zmęczeni już z samego rana, zanim cokolwiek się zacznie. Zmęczeni najpierw sobą, swoją słabością, udawaniem. Nierzadko jesteśmy zmęczeni tymi, których kochamy, samymi sobą i przyszłością.

Są ludzie, którzy w tym całym umęczeniu dokładają sobie kolejny ciężar, który nazywają Bogiem. Okazuje się, że Bóg jest dla nich systemem teologiczno – moralnym, który trzeba jak najbardziej zrozumieć i później wypełnić Jego prawo. Dajemy sobie wcisnąć w nasze serca największe kłamstwo złego ducha, że Bóg od nas czegoś żąda, że musimy sobie wyżebrać, zasłużyć czy wykupić zbawienie. Zapominamy, że to, co łączy nas z Bogiem, nazywa się miłością, która nie ma żadnych przed-warunków. Stawianie warunków byłoby nieuczciwością ze strony Boga. On wie, że nie dalibyśmy rady. Właśnie dlatego staje się jednym z nas, by do nas dotrzeć jak do równego i w ten sposób uczyć nas miłości, z której wypływają czyny. Człowiek, który kocha naprawdę, chce dla ukochanej osoby działać.

Słuchając Boga, który chce się zająć naszym zmęczeniem, nazwijmy to, co nas męczy, co jest dla nas obciążeniem. Skupmy się na dwóch, trzech sprawach i idźmy z tym do Niego. Ale uwaga! Jezus nie obiecuje masażu relaksacyjnego. Mówi: „weźcie moje jarzmo i uczcie się ode mnie”. Mamy iść do Niego ze swoim ciężarem, ale równocześnie wziąć Jego. Mamy się uczyć od Niego, a to znaczy tyle, że to, co już mamy, powinniśmy nieść z Nim. Nie On za nas, ale z nami. Jezus nie mami nas dobrym samopoczuciem psychicznym. Jego ukojenie, pocieszenie to coś więcej. To świadomość bliskości Boga w naszym życiu. W czym ją rozpoznajemy? Choćby w tym, że uczymy zgadzać się w naszym życiu na to, co trudne, co niezrozumiałe.

Izajasz daje podpowiedź: „popatrzcie w górę…”; iść ze swoim zmęczeniem i jarzmem do Jezusa to nic innego jak pozwolić sobie na podniesienie głowy. Właśnie pójście do Niego pozwala patrzeć w górę, nie w dół. Wtedy przypomnimy sobie o swojej godności, którą tracimy każdego dnia. „On dodaje mocy zmęczonemu”, ale nie jak cudowny środek. Tą siłą jest miłość. To tak jak w naszych relacjach – ile razy nasza mama przychodziła z pracy i myślała, że ze zmęczenia umrze, a jednak podejmowała swoje obowiązki domowe, bo kocha.

Zdziwmy się dziś, popatrzmy na sprawy oczywiste (jak gwiazdy na niebie) i się zdziwmy. Zdziwmy się patrząc na człowieka, na kobietę w kiosku i kierowcę autobusu. Zdziwmy się tym, bo za Nimi stoi Stwórca wszystkiego, który przez tych ludzi chce nas odciążyć. Niech ten dzień będzie dniem patrzenia w górę, uczenia się patrzenia na swoje jarzmo i zmęczenie w innej perspektywie. Męczę się, podejmuję trud, bo kocham, nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że kocham.