Zaznacz stronę

Jezus odchodzi. To napełnia serce smutkiem. Nie będzie Jezusa, który uzdrawia, który patrzy z miłością, nie będzie Pana, który rozmnaża chleb. Często odchodzi także z mojego życia. Już nie jest taki bliski, trudniej Go odczuć, wydaje się odległy. Do tego jeszcze mówi mi, że to jest dobre. Jest dobre, bo On wraca do mnie inaczej. Wraca w swoim Duchu. Już nie jest Jezusem, który jest w konkretnym Ciele. Już nie jest do opisania. Pojawia się jako Duch, który wieje kędy chce. Odtąd jest Bogiem nieogarnionym, a zarazem bardzo bliskim.

To, że jest Bogiem nieogarnionym, że jest Duchem, sprawia, że ktoś, kto za Nim idzie, otrzymuje serce gotowe, by pragnąć, by chcieć coraz więcej, czuć ciągłe nienasycenie. To Jego odejście – Jezusa, którego się wyuczyłem, do którego się przyzwyczaiłem, jest moją szansą na to, że On może przychodzić jak chce. Jak On chce. To jest szansa, że mogę Go szukać wszędzie. Bo to On wieje kędy chce.

W pewnym momencie tworzenia się Kościoła, ludzie pytają Apostołów, co należy zrobić, by się zbawić, by zostać ocalonym? Otrzymują prostą odpowiedź: uwierzyć w Pana Jezusa. Zostawić to wszystko, co Nim nie jest i uwierzyć w Niego. Przestać się bać, zrobić coś, co może być zagrożeniem życia, jak ten strażnik, który ich wypuścił i ucieszyć się tym, że wierzę. Proste jak drut.

Jezus swoim wycofaniem wcale nie chce być ode mnie dalej. Chce dać mi wolność, bym działał i tworzył. Odejście Jezusa i zesłanie Jego Ducha jest wezwaniem do wyjścia, do dynamizmu, do samodzielności. To jest jak wyjście z domu rodziców. Kończy się czas beztroski, może boleć, ale jest to pożyteczne. On przez to daje mi szansę bym działał, bym nie czuł się skrępowany, a szukał Jego Ducha, który wieje kędy chce. To jest etap zaufania swojemu sercu, które jest dobre. Bóg mi ufa. Ufa, że wybiorę to co dobre dla mnie, co współgra z tym, co On uważa za dobre. Zaprasza mnie do ryzyka, takiego, jakie On podejmuje w stosunku do mnie, dając mi wolność. Zaprasza mnie do przygody, bo czym jest życie polegające na szukaniu Jego Ducha?

To Jego odejście, a zarazem powrót w Duchu Świętym jest mocnym wezwaniem do nowego sposobu pójścia za Nim, do zgodzenia się, że moje życie będzie w ciągłym rozwaleniu. Jedyne co mam to swoje życie, i On chce, by to życie nie było stagnacją, ale ciągłym przekraczaniem siebie i tego, co sobie przed chwilą wypracowałem. Boję się, ale słyszę to proste zdanie – po prostu uwierz w Pana Jezusa. Nie w siebie, nie w człowieka, system, religię, ale w Pana Jezusa.