Zaznacz stronę

Dzisiejsze czytania opowiadają o tym, co może pojawić się na drodze człowieka, który próbuje odczytać to, czego chce Bóg. Na przykładzie tych dwóch historii widać, że powołanie nie jest czymś, co otrzymuje się ot tak i już się ma. To raczej droga odkrywania, na którą się wchodzi i się już idzie całe życie.

Powołanie, czyli realizacja pragnienia. Pragnieniem Samuela było służyć Bogu. Pragnieniem uczniów Jana, było zobaczenie, gdzie i jak mieszka Jezus. Początki są dość ogólnikowe. Coś mnie pociąga, coś mnie nurtuje, coś nie daje mi spokoju. Nie odczytuje w sobie gotowego planu, ale pragnienie przeżycia czegoś, co sprawi że będę człowiekiem szczęśliwym, zrealizowanym, a z drugiej strony mającym poczucie bliskości Boga. Możemy przyjąć taką opcję, że powołanie, to nic innego, jak życie z pasją, życie przeżyte bardzo intensywnie, życie przeżyte w kluczu, jakiego uczymy się, co tydzień na Eucharystii. Jest jedna sprawa, która nas w tym blokuje: lęk. Boimy się wstać w nocy, jak młody Samuel i pójść za głosem. Mówimy, przecież nie mogę słyszeć głosów, to nie jest racjonalne. Boimy się usłyszeć tego, co usłyszeli dwaj uczniowie: chodźcie i zobaczcie. Wolimy bardziej racjonalne scenariusze, napisane przez społeczeństwo, nasze rodziny, wolimy budować nasze życie, tzw. powołanie, na tym, co utarte, sprawdzone. Wydaje się nam, że kiedy powtórzymy coś, co innym się udało, sami osiągniemy sukces.

Trudności, na jakie napotyka człowiek, to nic innego, jak kolejne podniesienie poprzeczki. Uwierzyć głosowi usłyszanemu w nocy, uwierzyć sobie, że się go słyszy, pójść za nieznajomym gościem, by zobaczyć gdzie i jak mieszka, i na tych przesłankach budować swoje życie, to jest realizacja powołania. 

I naprawdę nie ma tu znaczenia, czy masz się żenić, trwać dalej w małżeństwie; iść do zakonu, czy zostać księdzem, również zostać nim dalej; czy masz być człowiekiem samotnym, artystą, naukowcem, podróżnikiem czy politykiem. Trzeba oddać słowo powołanie, wszystkim ludziom, nie wrzucać go do worka z napisem: zakon. Ważne byś wiedział, że to jest twoje. Wiedzieć, że to twoja droga, wcale nie znaczy nie mieć wątpliwości. Bez nich to, co nazywamy powołaniem, byłoby strasznie nudne, sprawdzalne, odtwarzalne. I nie próbuj kurczowo uczepić się swojego planu, bo może wcale Twój plan nie jest optymalny?

Niektórzy zadają pytanie o to, co będzie kiedy zdecydują się na poszukiwanie i znalezienie swojego powołania, co będzie kiedy je odnajdą, porzucą swoje bezpieczne tory? Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie wiem, co i jak będzie. Po drugie nawet nie chcę wiedzieć. Tu trzeba wyruszyć. Wyruszyć i się przekonać, czym ten krok będzie dla ciebie. Jak w tej Ewangelii. Na pytanie: Nauczycielu gdzie mieszkasz? – Jezus nie podaje adresu, ale mówi chodźcie, a zobaczycie. Tego, co cię czeka nie da się opisać, nie da się powiedzieć: twoje szczęście jest w tym i w tym, jest takie i takie. Wyjdź, zaryzykuj, a się przekonasz i będziesz wiedział.

Czasem rozmawiam z ludźmi niewierzącymi. Lubię to robić, wiem że trzeba to robić, ale wiem też że nie da się opowiedzieć Boga, tak jak nie da się opowiedzieć Miłości. Można opisywać, można mówić kim On nie jest. Ale nie da się opowiedzieć Kim jest i jak się Go doświadcza. Podobnie jest z naszym wyruszeniem, z naszym odkryciem powołania. Jeszcze nie spotkałem małżeństwa, które w sposób wyczerpujący opisałby swoje małżeństwo.

Zaryzykuję i powiem, że wiedza jest wrogiem szczęścia. Wiedza w sensie opisu, wnioskowania, to poczucie, że wiem. Wiedza, opisy są potrzebne do pewnego momentu. Tak, jak do pewnego momentu był potrzebny Heli na drodze Samuela, czy Jan Chrzciciel na drodze Jana i Andrzeja. Na pewnym etapie. Później już nie. Szukać rzeczywiście swojej drogi to nic innego, jak rzucić się w głęboki nurt rzeki. Owa droga nie może być tylko bezpieczną formą przetrwania. Takim ciepłym przyczółkiem, w którym będzie nam po prostu dobrze.

W tym procesie nie można też pominąć zasadniczego pytania, które stawia Jezus: czego szukacie? Trzeba zacząć od swojego serca. Ono wie, co jest Twoją drogą. Jezus zaczyna od tego pytania, jakby chciał pokazać, że właśnie w nim jest zapisana nasza droga, powołanie, jakkolwiek to nazwiemy.

Punktem wyjścia – jeśli mamy być szczęśliwymi ludźmi – nie może być coś, co jest zewnętrzne, jakiekolwiek uwarunkowania, ale nasze pragnienie, ukryte w sercu. Wszystko, co się później wydarzy jest stoczeniem walki o nasze pragnienie.

Czego szukasz? Czego Ty chcesz? Rzekł więc Heli do Samuela: Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha. 

SŁOWO