Zaznacz stronę

Ludzie nie odchodzą z Kościoła nagle, bo stali się z dnia na dzień złymi ludźmi. Oni nie stają się złymi ludźmi. Odkrywają, że w Kościele nie spotykają Jezusa, a wielu ludzi, którzy im Go skutecznie zasłaniają albo obrzydzają. Ktoś kto był w Kościele i przestał w nim być, z nim się identyfikować, nie staje się gorszy. To w ogóle nie jest ta kategoria.

Obejrzałem słynny już zwiastun „Kleru”, przeczytałem artykuł z WP, w którym wspomina się molestowana siostry zakonne przez księży. Słucham, co jakiś czas historii o tym, jak jeden z nas, kogoś potężnie zranił. Widzę jak często kilku, którzy żyją jak panowie, z całym zastępem nieformalnych sług, ma wpływ na obraz całości. I to wszystko sprawia, że nie dziwię się, że ludzie tracą w wiarę w Kościół. Nie w Boga, ale we Wspólnotę.

Tak, to się wpisuje w czasy obecne i kontekst, w którym żyjemy. Żyjemy (my – ludzie) coraz lepiej, mniej (na co dzień) potrzebujemy wspólnoty, stajemy się bardziej świadomi siebie, radzimy sobie z problemami, więc i tego nie szukamy w Kościele. Kościół przestaje być czymś w rodzaju siatki ochronnej w problemach. Wydaje się, że ta misja w tej części świata schodzi na drugi plan. Niestety, chyba jeszcze długo ludzie będą widzieć jak my – ludzie Kościoła obrażamy się na nich z tego powodu. Ciągle jeszcze jest tak, że kiedy ktoś mówi, że za dużo zła jest w Kościele, to słyszy, że odchodząc pójdzie do piekła. To nie jest uczciwe podejście. Reakcją na zło w Kościele musi być nasze nawrócenie, a nie mówienie: problem jest w tobie i do tego używanie argumentu tak ostatecznego.

Pogrzeb Kory, przecież nie jedyny świecki pogrzeb w Polsce, pokazał to wszystko trochę jak w pigułce. Często pod osłoną kultu Boga chcemy zachować za wszelką cenę nasze stare zwyczaje i rozumienie świata. Abp Nossol powiedział: Nie wolno traktować tradycji jako pewników, które decydują o naszym absolutnym przekonaniu, że jesteśmy na prawdziwej drodze. Często nasze oburzenie wynika z lęku, że nasz świat, do którego stabilizacji używamy Boga, rozpada się.

Ludzie odchodzą z różnych powodów, ale my, którzy zostajemy nie możemy pomostować nad nimi. Mamy ich kochać. Może oberwie mi się za to zdanie, ale uważam, że dla niektórych odchodzących jest to nawet, w pewien sposób, konieczne do tego, by w końcu poznali Boga Żywego. Kochać to znaczy oddawać życie swoje za innych. Również za tych, co odchodzą.

A co do „Kleru” – nie wiem jaki będzie cały film, zwiastun przyjął konwencję trochę satyrycznego przejaskrawienia całości. Warto już z góry przyjąć, że to nie film o konkretnych ludziach i nie krzyczeć, że na żadnej plebanii nie siedzi biskup z księżmi przy stole jak w obrazie. Ta satyra może być bardzo trudna. Takich satyr jest kilka i w Biblii, choćby wtedy, kiedy prorocy mówią o pasterzach żyjących na koszt owiec. Choćby wtedy, kiedy Natan opowiada przypowieść o owieczce, którą bogacz zżarł biednemu.