Zaznacz stronę

Przez 38 lat, bohater z dziejszej Ewangelii, nie miał nikogo, kto by mu pomógł wejść do sadzawki, by doświadczyć uzdrowienia. Obok byli pobożni ludzie, którzy – co jakoś zrozumiałe – byli skupieni na sobie. Ale ilość lat przeraża. Ilu, obok nas czekało, całymi latami i w końcu odeszli, bo nie znalazł się nikt, kto by pomógł?

Ludzie odchodzą z Kościoła, z naszych wspólnot zakonnych czy z kapłaństwa. 

Można później usłyszeć, że to ich wina, kaprys, moda, słaba wiara, że niby nie poznali Jezusa, bo gdyby poznali to by nie odeszli. Można też usłyszeć, że „zawsze mogą na nas liczyć”. Problem w tym, że nie mogli na nas liczyć wcześniej, więc dziś taka deklaracja jest tylko dla uspokojenia naszego sumienia. 

Słyszą, często przez lata, że ich głos jest nieważny, że ich wątpliwości są szukaniem siebie, a zadawane pytania to nic innego jak próba poluzowania moralności. Po latach słuchania takich 'refrenów', nie wierzą już w zapewnienia o pomocy i oczekiwaniu na ich powrót. Ich odejścia nie są zdradą Jezusa, są powiedzeniem: dość, i pytaniem: „dlaczego mnie bijesz”?