Zaznacz stronę

To mój pierwszy odpust w naszej parafii, bardzo się ucieszyłem, kiedy dowiedziałem się, że będę proboszczem u Serca Jezusa. Z Sercem jestem związany od wielu już lat. Nie tylko poprzez małą książeczkę, którą mogłem napisać, ale przede wszystkim przez historię mojego grzechu, przez nieustanne doświadczanie słabości. Tylko to, że Bóg pokazuje mi swoje przebite serce ratuje mnie przed rozpaczą i najgłębszym smutkiem.

Mam mnóstwo grzechów. Może nie są one spektakularne, ale jest ich dużo, jednak nie same grzechy są najważniejsze. Nasze myślenie; myślenie cywilizacji rzymskiej, skupia się zbyt mocno na samych casusach. A przecież ważniejsze jest to, jak grzechy szatkują moje serce i moje myślenie. Gdy pojawiają się grzechy, zaczynam żyć i działać jak egoista. Liczy się: moje poczucie bezpieczeństwa, moje przyjemności, moja seksualność, moje zadowolenie w relacjach, moje racje, moje opowiadania. „Ja” w centrum i wszystko wkoło „mnie”. Mogę oczywiście to kręcenie się wokół siebie ubierać w piękne słowa i teorie. Co z tego, że to ładnie wygląda i brzmi? Mogę założyć ornat ze złotym haftem, stanąć za marmurowym ołtarzem, używając złotych kielichów. Co z tego, skoro w moim sercu jest grzech i słabość, a co ważniejsze, to co po nich w nim zostało?

Właśnie do takiego mnie przychodzi Bóg. On mnie zna, zna cały mój syf. Widzi i słucha o nim w każdej spowiedzi, łącznie z tym, czego nie jestem w stanie nazwać, wypowiedzieć i ubrać w słowa. Zna to doskonale, kiedy siadam przed kolegą i wyznaję swoje grzechy. I to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że On za każdym razem, każdego dnia, w każdej chwili mówi mi to samo: przyszedłem cię ocalić, nie potępić.

Dlaczego dziś tak słabo widać to, co działo się w Dziejach Apostolskich, a o czym tyle czytaliśmy/słuchaliśmy po Zmartwychwstaniu, to rozszerzanie się Słowa? Dlaczego dziś Słowo jest bardziej odtwórcze, ograniczone często do tego, co zapisane w rubryczkach? Dzieje się tak dlatego, że mało dziś Słowa wypowiedzianego nad drugim jako Słowo Ocalenia, Zbawienia. Więcej jest wypowiadanego słowa potępienia. Dlatego uważam, że Pan sprawia, że słowo się nie rozszerza, bo jest słowem potępienia.

Chrześcijaństwo jest proste. Kocham takie momenty, kiedy przechodzi człowiek, siada naprzeciw i patrząc mi w oczy, mówi swoje grzechy, opowiada swoje słabości. Z każdym grzechem wypowiedzianym widać, jak Słowo się rozszerza i rośnie. Kocham takie chrześcijaństwo, kiedy mogę stanąć za ołtarzem, a między nami jest On – w kawałku chleba i odrobinie wina. Bo wtedy liczy się prostota, w której jest miejsce na Jego działanie. Kocham te momenty, kiedy mogę z grzesznikiem takim jak ja pomilczeć, bo każde słowo w takiej chwili wypowiedziane byłoby tylko krokiem wstecz.

On przyszedł, by świat i mnie zbawić, a to każdego dnia znaczy zgoła coś innego. On mnie zbawia w każdej sekundzie, a każda sekunda to inny kontekst, to inne słabości i grzechy, choć popełniane w ten sam sposób. Zbawić, ocalić, dać życie. Choć inni mi je odbierają, mówią, że jestem niegodzien, bo mój język jest prostacki, bo to, jak postrzegam Boga, jest mało ortodoksyjne. Daje mi życie, choć inni się gorszą tym, jak to życie przeżywam. Daje mi ocalenie, choć inni twierdzą, że jestem gorszycielem i na niczym się nie znam. On mnie zbawia, choć stając przed Nim, nie mam nic do zaoferowania. Ja mam mnóstwo grzechów, ale On mnie zbawia. Ja mam mnóstwo słabości, ale On mnie ocala. Nie sprawia, że ich nie mam, sprawia, że żyję pomimo nich. I będę żył.
Jestem ocalony, bo On tak chce, bo to życie daje mi Duch, którego obiecał, a który we mnie jest.

Serce Jezusa to nie czczenie organu, kawałka ciała, ale to uwierzenie, że Bóg żyje, że działa, że chce nas ocalać. Nie po to Jezusowi zostało przebite serce, byśmy płakali nad tym sercem, byśmy nieustannie wynagradzali Mu za cudze grzechy, ale byśmy uwierzyli, że On ocalił każdego i każdą z nas. Byśmy sami, przyjmując ocalenie, tym ocaleniem dzieli się z innymi. ludźmi. Byśmy przeszli od ogólnych pobożnych farmazonów do codziennego życia Jego Miłością.

Kiedy patrzymy na przebite Serce Jezusa, to Bóg nas zaprasza do tego byśmy – za Ozeaszem – doświadczali miłości, a nie o niej wiedzieli czy potrafili ją opisać. Byśmy przestali patrzeć na Boga oczami ludzkimi, a pozwolili sobie na doświadczenie na sobie oczu Boga. Jego bezwarunkowej miłości, która uzdrawia z największych dziadostw naszego życia. Patrząc na Serce Jezusa zapragnijmy doświadczyć czułości Boga, która chce dać nam nadzieję. Niech to nie będzie smutna uroczystość, ale dzień radości z ocalenia.

SŁOWO