Zaznacz stronę

Są chrześcijanie (również księża), którzy kochają dzisiejszy fragment z Ewangelii. Do niego dokładają jeszcze drugi, ten o perłach i świniach.

O, jak łatwo wejść w „skórę” Jezusa i powiedzieć komuś (niekoniecznie wprost): „ty psie”. Zawsze się znajdzie ktoś, kto inaczej wierzy, kto inaczej postrzega moralność, kto jest z innego narodu, kto myśli i mówi inaczej. I wtedy łatwo – w imię czystości religii, „zagrożeń duchowych”, różnic etnicznych, społecznych – powiedzieć komuś, że jest psem. Chyba zbyt łatwo przychodzi mi oceniać serce drugiego człowieka, wiedzieć z góry, że to człowiek niewierzący, tylko dlatego, że nie spełnia „jakichś kryteriów”, nawet jeśli są one bardzo katolickie.

I w drugą stronę. Ta kobieta mogła poczuć się „urażona”, to takie modne słowo ostatnio w Polsce. Ona była kobieta dojrzałą. Nie była rozwydrzonym nastolatkiem, który myśli, że wie, na czym polega życie, a kiedy ktoś dotknie tego jego „idealnego świata”, krzyczy o urażonych uczuciach. Dla niej ta dość kłopotliwa sytuacja była początkiem nowego życia.

Wśród księży, biskupów i ludzi bez święceń pełno jest takich, którzy kochają się obrażać. Mało jest takich, którzy zobaczą w obrażających Boga, który przychodzi do nich z trudnym słowem i to słowo podejmą, jak ta obrażana przez Jezusa kobieta.

SŁOWO